Riviera Maya – Tulum, Akumal, Puerto Morelos, Cancun!

Do Tulum, z racji tego, że jest to miejsce oblegane przez gigantyczne tłumy turystów z całego wybrzeża, postanowiliśmy wybrać się na samo otwarcie, czyli na godz. 8 rano. Wstaliśmy o 7, ogarnęliśmy się, zeszliśmy na dół zastanawiając się, czemu już jest śniadanie, które ponoć jest od 8, ale niewiele analizując, po prostu zjedliśmy i złapaliśmy taksówkę do Tulum – 50 pesos pod wejście.

Zdziwiło nas, że przyjechaliśmy na otwarcie, a już tylu turystów stoi w kolejce do wejścia. Stwierdziliśmy, że może tak tu właśnie jest, sami kupiliśmy bilety (65 pesos) i ruszyliśmy w kierunku majańskich ruin i Morza Karaibskiego. Pomijając już tłumy i wielkie grupy turystów, między którymi trzeba się przeciskać, Tulum rzeczywiście jest pięknie usytuowane – ruiny na klifach, poniżej lazurowe Morze Karaibskie – jeśli masz szczęście i trafisz na bezchmurne niebo i uda Ci się jakoś skutecznie poprowadzić swój slalom pomiędzy kolejnymi chodzącymi jak „święte krowy” turystami, zdjęcia wyjdą niesamowite. My mieliśmy o tyle pecha, że od samego rana mocno wiało, przez co chmury co chwila przesłaniały słońce, kolory więc nie mogły wyjść takie, jak w pełnym słońcu. Tulum zdecydowanie jest na szczycie, zaraz obok Palenque naszej listy najpiękniej usytuowanych ruin w Meksyku, co do tego nie ma wątpliwości. Jednak spośród wszystkich przez nas zwiedzanych stref archeologicznych w Meksyku, tutejsze ruiny są dosc słabo zachowane, a wstęp jest wszędzie ograniczony wszędobylskimi linami i tabliczkami z zakazem wejścia. Poniżej ruin znajduje się piękna plaża, z której można korzystać i gdzie można się kąpać pomiędzy zwiedzaniem kolejnych miejsc w obrębie strefy archeologicznej. Kilka zdjęć z ruin Tulum i wspominanej już plaży poniżej:

IMG_0999

IMG_0989

IMG_1021

IMG_1018

IMG_1044

IMG_1009

Warto też bacznie przyglądać się kamiennym pozostałościom majańskich budynków- leniwie wygrzewają się na nich całe rzesze iguan, nie zwracając uwagi na obserwujących ich ludzi.

IMG_1032

IMG_0982

Doszliśmy do wniosku, że nie będziemy kąpać się na plaży w obrębie strefy archeologicznej, lecz przejdziemy się alejką pośród palm w kierunku plaż publicznych zaraz za strefą archeologiczną. Nie ma sensu zbyt wiele pisać na temat naszego słodkiego lenistwa i uroku tutejszych plaż, zamęczymy Was dziś zdjęciami, które jak to zwykle ze zdjęciami bywa, nie oddadzą i tak rzeczywistego wyglądu, ale…wystarczy spojrzeć 🙂

 

IMG_1059

dav

 

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

IMG_1064

O 14 mieliśmy odebrać samochód z wypożyczalni, dotarliśmy w naszym mniemaniu nawet przed czasem, okazało się jednak, że delikatnie zapomnieliśmy o fakcie, że przecież na wybrzeżu Morza Karaibskiego jest godzina do przodu względem czasu z Mexico City. Mieliśmy tego świadomość jeszcze w Meridzie, jednak na miejscu totalnie o tym zapomnieliśmy. Stąd gdy wstaliśmy, śniadanie już było serwowane, w ruinach Tulum już było sporo ludzi, a po samochód przyszliśmy lekko później niż mieliśmy w planie 🙂 Tak to jest, jak człowiek zapomina o szczegółach, skupiając się na lenistwie 🙂

Samochód wypożyczyliśmy na 2 dni, de facto mieliśmy z niego korzystać 1,5 dnia. Wynajem aut nie jest tu najtańszy – my zapłaciliśmy ok. 40 dolarów za dzień za najbardziej podstawowe auto i była to najtańsza w tym terminie oferta. Z drugiej jednak strony można się dostać do szerszej gamy miejsc niż jadąc colectivo w znacznie krótszym czasie.

Po wypożyczeniu samochodu przejechaliśmy się do Boca Paila, wioski rybackiej, do której szrutowa droga prowadzi najpierw poprzez Strefę hostelową Tulum, czyli komercha w pełnej krasie – hotele, rezydencje, drogie restauracje, spa, masaże, butiki itd. – fe. Jednak po minięciu ostatniego hotelu, droga prowadzi pomiędzy palmami i wygląda tak :

hdr

Na miejscu weszliśmy na dziką plażę, gdzie powitał nas jakże miły wojskowy z karabinem w dłoniach – jak zdążyliśmy zauważyć, najprawdopodobniej jego zadaniem było chronienie prywatności jakiejś znanej i ważnej osoby, która właśnie grała w siatkówkę z kolegami na tejże plaży. Jednak miły żołnierz pozwolił nam przespacerować się brzegiem, oczywiście w przeciwnym kierunku niż chroniony „mecz” siatkówki”, dalej zaś pożegnał uśmiechem życząc miłej podróży.

W samej Boca Paila nie ma już co robić późnym popołudniem. W ciągu dnia można przepłynąć się łódką tutejszą laguną, którą zamieszkują ponoć krokodyle, my jednak byliśmy już za późno i chcieliśmy tylko sprawdzić, czy warto tu np. zostać i popłynąć następnego dnia. Widząc lagunę, która nas osobiście jakoś nie poruszyła, postanowiliśmy jednak jechać w kierunku północnym.

Naszym kolejnym celem było Akumal – miasteczko słynne z tego, że ponoć w przybrzeżnych wodach można spotkać żółwie morskie, a przepłynięcie się z żółwiem to jedno z naszych marzeń, które chcieliśmy zrealizować. Dojechaliśmy, gdy zaczęło się już ściemniać i pierwsze, co nas uderzyło to fakt, że przy plaży znów hotel za hotelem, posada, hacjendy, rezydencje, które próbują zagarnąć sobie plaże tylko dla siebie. Ale o prawie własności względem plaż będzie później.

Nie mieliśmy już szansy tego dnia sprawdzić, jak to jest z tymi żółwiami, jednak niewątpliwie coś jest na rzeczy, bo wszystkie znaki drogowe, tablice, reklamy są pełne wizerunków żółwi. Od razu zaczęliśmy się zastanawiać, czy to nie kolejny chwyt reklamowy, mający po prostu sprowadzić tłumy turystów, a żółwi w rzeczywistości się tu nie znajdzie. Mimo wszystko chcieliśmy poczekać do rana i sprawdzić.

Przy okazji, nie polecamy próby spania na dziko w Meksyku 🙂 tak już mamy, że zawsze jak wynajmujemy auto, choć jedna noc spędzamy w samochodzie, nie mogło być inaczej w przypadku Meksyku. Za idealną miejscówkę obraliśmy parking przy plaży w Akumal – ciemno, pusto, parking czynny od 8, czyli gdy już nie będziemy spać, dookoła tylko hotele turystyczne, więc bezpiecznie. Najpierw piwko na plaży pod palmą, potem czując się już jak u siebie, rozwiesiliśmy sobie mokre stroje kąpielowe na drzewie, rozłożyliśmy fotele i do spania. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie policja, od której aż roi się w Meksyku na każdym kroku. Przejeżdżając obok ulicą, zauważyli samotne auto stojące na parkingu – od razu zajechali sprawdzić, co się dzieje. No i niestety nas 1. Obudzili (no jak można! 🙂 ), 2. Powiedzieli, że niestety nie możemy nigdzie spać w samochodzie ani na plaży ani ogólnie na dziko, więc musimy ogarnąć sobie jakiś normalny nocleg. Tak też wylądowaliśmy w Akumal Pueblo w jedynym hoteliku, który nie jest rezydencją ani spa ani niczym w tym stylu, z niedzielnym festynem ulicznym i fałszującym Meksykańcem za oknem.

 

Rano wstaliśmy i od razu pojechaliśmy na plażę w Akumal, pełni niewiary i wątpliwości, sprawdzić, jak to jest z tymi żółwiami. Oczywiście po drodze obowiązkowe zachęcanie i próba wciśnięcia wycieczki łódką, by popływać z żółwiami – nie, dziękujemy, damy radę.

Każdy może sobie wyobrazić nasze miny, zaskoczenie i radośćm, gdy ujrzeliśmy doslownie kilka metrow od brzegu pierwszego, wielkiego żółwia, który potem „zaprowadził” nas do drugiego, potem zaś trzeciego. Żółwie zdawały się zupełnie nie zwracać uwagi na ludzi, zajmując się jedzeniem wodorostów, płoszyło ich jedynie zbyt bliskie podpływanie ludzi do dna. Co jakiś czas wypływały na powierzchnię, by zaczerpnąć odrobiny powietrza. Co tu dużo mówić, pływanie z żółwiami morskimi to niesamowite przeżycie, a chyba nikomu nie musimy tłumaczyć jak to jest, gdy spełniasz swoje marzenie 🙂

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

Dalej postanowiliśmy przejechać się na polecane w przewodniku plaże – Playa Paraiso i Playa del Secreto. Najpierw jednak szybka wizyta w Playa del Carmen, miejscu tak pełnym komercji, barów, pubów, klubów, hoteli, TŁUMÓW i po prostu tak brzydkim, że po 20 minutach stamtąd pojechaliśmy dalej na północ. Co do następnych plaż, to chyba najlepszy moment na wyjaśnienie, jak to w Meksyku mają się prawa własności plaż. Otóż, według prawa WSZYSTKIE plaże w Meksyku są plażami publicznymi, co oznacza, że każdy ma do nich mieć nieograniczony dostęp. W praktyce wygląda to tak, że wybrzeże zabudowane jest kolejnymi resortami, hotelami, rezydencjami, które graniczą ze sobą płot w płot. Oczywiście nie trzeba chyba mówić, że zlokalizowane są tuż przy plaży. Oznacza to więc, że choć plaże są publiczne, skorzystanie z nich jest jednak niemożliwe, gdyż dojście do nich jest prywatne. W ten sposób teoretycznie publiczna plaża staje się de facto prywatną, gdyż dostęp do niej mają tylko mieszkańcy danego resortu. Oczywiście jeśli masz łódkę to możesz na tą plażę po prostu przypłynąć i nikt nie może Ci tego zabronić, ale to jedyne rozwiązanie. Sami próbowaliśmy dostać się do plaż poprzez hotele, ale nie zostaliśmy wpuszczeni, gdyż „jest to teren prywatny”. No niestety łódki nie mamy.

Tak więc o ile dojście do Playa Paraiso jest akurat możliwe, tak niestety była ona pełna wodorostów i niezbyt zachęcała do plażowania, zaś dostęp do Playa del Secreto jest zamknięty ze względu na hotele przy niej wybudowane. I tak jest niestety w przypadku absolutnej większości plaż na Riwierze Maya, co jest strasznie irytujące.

Tak też wylądowaliśmy w uroczej mieścinie – Puerto Morelos, co w sumie może nawet wyszło nam na dobre. Prócz tego, że jest to przemiłe, malutkie miasteczko, to jeszcze rafa koralowa jest na wyciągnięcie ręki, bez potrzeby wypływania gdziekolwiek łódką. Do tego woda ma kolory wprost niesamowite, a tylko 3 metry od brzegu można spotkać barakudy, płaszczki, kraby, wszelkiego rodzaju kolorowe rybki i oczywiście rafę (nie, żółwi tutaj nie spotkaliśmy 😦 ). Do tego zabawna atrakcja Puerto Morelos – krzywa latarnia morska. Jej historia zaczęła się w latach 40stych XX wieku, kiedy to została zbudowana z kamieni z ruin majańskich. Służyła jako światło dla zbłąkanych marynarzy do lat 60tych, kiedy to Meksyk nawiedził potężny huragan, przekrzywiając latarnię. Władze podjęły decyzję o budowie nowej latarni i rozbiórce tej krzywej, jednak decyzji tej sprzeciwili się mieszkańcy, twierdząc, że skoro Piza może mieć swoją krzywą wieżę, to i Puerto Morelos może 🙂 Krzywa latarnia przetrwała jeszcze 2 huragany i stoi na swym miejscu do dziś.

IMG_1112

IMG_1102

IMG_1124

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

Ostatecznie, całe popołudnie spędziliśmy wylegując się na plaży w Puerto Morelos i polując na kolejne kolorowe ryby i płaszczki 🙂 Na wieczór zaś dojechaliśmy do Cancun, gdzie właśnie jesteśmy:

IMG_1130

IMG_1134

IMG_1140

Mieszkamy w hostelu z genialnym tarasem na dachu, gdzie właśnie popijamy Coronę i planujemy naszą jutrzejszą wyprawę na Isla de las Mujeres, czyli Wyspę Kobiet.

mdeTo będzie nasz ostatni dzień na Jukatanie i chcemy go wykorzystać jak najlepiej. Zatem Adios Amigos, czas naszego powrotu zbliża się nieubłaganie, jednak staramy się jak najlepiej spędzić ten czas, który nam pozostał 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s