Mccheta!

Do stolicy Gruzji dojechaliśmy pod wieczór, od razu udaliśmy się w stronę naszego hostelu. Swoją drogą jeśli ktoś poszukuje noclegu w Tbilisi w fajnej cenie, świetnej lokalizacji i naprawdę ciekawym miejscu, polecamy Why Not Hostel. Przemiły personel, fajna cena (30pln za noc od osoby w pokoju 6osobowym), położony 3 minuty od głównej ulicy Tbilisi – Rustaveli street, 5 minut od stacji metra.

Zostawiliśmy bagaże i od razu ruszyliśmy w miasto w poszukiwaniu gruzińskiej małej, lokalnej knajpki, gdzie moglibyśmy spróbować typowych dań w otoczeniu prawdziwych Gruzinów, nie zaś turystów. Zachęceni przez recepcjonistę w hostelu, dotarliśmy do małej knajpki, gdzie było tak swojsko i prawdziwie, że stołowaliśmy się tam do końca naszego pobytu w Tbilisi. Dookoła tylko Gruzini ucztujący hucznie z suto zastawionymi stołami popijający czaczę, zadymione pomieszczenie, gruzińska muzyka, gwar, aromat fantastycznego jedzenia, zero turystów, przystępne ceny, nikt nie mówi po angielsku. Tak, to musiało być miejsce, gdzie serwują  świetne jedzenie!

Zaczęliśmy od tradycyjnych Chinkali, czyli gruzińskich pierożków,  wypełnionych mielonym mięsem bardzo mocno doprawionym z ostrawym sosem w środku. Wszyscy Gruzini jedzą je rękami, trzymając za „Dziubek”. Trzeba uważać, gdyż pierwsze ugryzienie zawsze wiąże się z wydobyciem się ze środka wspomnianego, gorącego sosu. Niebo w gębie. Już wiedzieliśmy, że kuchnia gruzińska, choć bardzo ciężka i tłusta, bardzo przypadnie nam do gustu. Nie mogło też obyć się bez tradycyjnego chaczapuri, czyli ciasta zapiekanego z serem, mocno doprawionego. Wino zaś to podstawa, przecież jesteśmy w Gruzji! 🙂

13199198_10206694631859519_1527504334_o

13148431_10206694632179527_494429327_o

Po kolacji krótki spacer i wróciliśmy do hostelu. Doszliśmy do wniosku, że następnego dnia z samego rana wybierzemy się do Kazbegi, jednego z głównych powodów naszej wizyty w tej części świata. Nie do końca pewni, w jaki sposób najlepiej się tam dostać o tej porze roku, zasięgnęliśmy języka na recepcji. Pierwsza marszrutka wyjeżdża dopiero o 9, oczywiście pod warunkiem, że zbierze się cały bus. W przeciwnym wypadku trzeba czekać aż bus będzie wypełniony na tyle, że kierowcy będzie się opłacało jechać 🙂

Dojechaliśmy na dworzec Didube (Tbilisi ma kilka dworców, należy pamiętać, że nie z każdego dworca odjeżdżają marszrutki we wszystkich kierunkach), oczywiście od razu zaatakowała nas zgraja nachalnych taksówkarzy oferujących przejazd w „super” cenie. Nie zwracając na nich uwagi, ruszyliśmy przed siebie. Pytając lokalnych o marszrutki, wszyscy kręcili głowami, mówiąc, że nie ma żadnych busów do Kazbegi. Nie znając jeszcze na tyle Gruzinów, a będąc przyzwyczajeni do tego, że biednych turystów każdy chce zawsze oszukać, żeby na nim zarobić, poszliśmy dalej przed siebie. Dotarliśmy do marszrutek z napisem Kazbegi, wszystkie puste, kierowcy siedzą i machają, że nie jadą. O co chodzi??? Jak to nie jadą, jedziemy! Chcemy płacić za bilety – nie sprzedadzą nam biletów, nie jedziemy do żadnego Kazbegi. Pytamy więc, o co chodzi, dlaczego? Wyjaśnili nam swoim łamanym rosyjskim, że na jedyną drogę prowadzącą do Kazbegi zeszła w nocy lawina, droga jest nieprzejezdna. Może  do jutra się uda ją odśnieżyć. Patrzyliśmy na nich z niedowierzeniem, serio?! To właśnie nasze pierwsze zderzenie z gruzińską pogodą o tej porze roku. Tak, lawina. W takim razie będziemy próbować jutro, a jak nie to pojutrze, do Kazbegi musimy jechać! Tymczasem wybierzemy się do Mcchety, potem zaś spacer po Tbilisi.

Mccheta to jedno z najstarszych miast Gruzji, niegdyś stolica państwa, przez wieki miejsce koronacji i pochówku władców gruzińskich. Dziś siedziba najwyższych władz gruzińskiego kościoła prawosławnego, ogłoszone świętym miastem Gruzji. Tego miejsca po prostu nie wypada ominąć.

Do Mcchety dotarliśmy marszrutką, od samego rana pogoda dawała nam się we znaki, szczególnie wiatr był nie do zniesienia. W pierwszej kolejności ruszyliśmy do soboru katedralnego Sweti Cchoweli, czyli wspomnianego miejsca koronacji i pochówku władców Gruzji i siedziby władz kościoła gruzińskiego. Po drodze zaczepiają nas kolejni taksówkarze proponujący przejazd do słynnego Monastyru Dżwari, do którego oczywiście chcemy jechać, ale kwoty, które proponują są nie do przyjęcia. Wiedząc, że mamy czas, a i turystów jeszcze zbyt wielu nie ma, więc będą musieli zejść z ceną w dół, ruszyliśmy do soboru. Chusta na głowę, spódnica u kobiet obowiązkowa. Na wejściu wita nas przemiły uśmiech mnicha, na wieść o tym, że jesteśmy z Polski serdecznie pozdrawia, ściska nasze dłonie i zaprasza do środka. Faktem jest, że w Gruzji kochają Polaków i szczerze uwielbiają. Biorąc pod uwagę ilość pijanych rodaków na lotnisku, troszkę nas to dziwi, że ich sympatia do naszego narodu nie maleje 🙂

Sobór w środku robi niesamowite wrażenie – wielowiekowe ikony, niesamowite malowidła na ścianach pamiętające początki wiary chrześcijańskiej w tej części świata. Półmrok, w środku tylko kilka osób modlących się w ciszy, pradawne grobowce władców Gruzji i dostojników kościoła prawosławnego. Tak, to miejsce trzeba zobaczyć.

IMG_1652

IMG_1647

IMG_1641

Dalej zaś ruszyliśmy przez miasto w kierunku rzeki, mijając stare zabudowania, ciekawe kamieniczki. Po drodze zatrzymaliśmy się przy straganie z gruzińskimi słodkościami, koniecznie trzeba spróbować. Są to orzechy lub suszone owoce nawleczone na sznurek i zanurzone w słodkim kisielu, który z czasem zasycha tworząc gumowatą galaretę. Nam osobiście ów deser do gustu nie przypadł, ale lokalnych przysmaków należy spróbować 🙂

IMG_1671

Po drodze nad rzekę stanęliśmy jak wryci na środku ulicy. Spokojnie szliśmy, właśnie mieliśmy odbijać w uliczkę prowadzącą na wybrzeże, po czym naszym oczom ukazał się biegnący z impetem osioł. Spojrzeliśmy na siebie tak, jakbyśmy myśleli, że mamy zwidy, po chwili ustaliliśmy jednak, że tak, to był osioł, tak, biegł przez główną ulicę Mcchety w kierunku rzeki. Postanowiliśmy podążyć jego śladem z nadzieją, że wyjaśnimy, co się stało i dlaczego, jednak doszliśmy aż do brzegu, a po ośle ślad zaginął. Zagadka nie została rozwiązana.

IMG_1674

Jak się okazało, zdesperowany nieco kierowca taksówki, któremu wcześniej kilka razy odmówiliśmy przejażdżki pukając mu po głowie, gdy wymyślał kolejne niestworzone ceny przejazdu, wciąż dziwnym trafem przejeżdżał nam drogę. Widząc, że nie ma widoku na innych turystów tego dnia, cenę początkowo bardzo wysoką, obniżył trzykrotnie. Kolejny raz przykład tego, by nie godzić się na pierwszą zaproponowaną w Gruzji przez taksówkarza cenę.

Ruszyliśmy więc w drogę taksówką za miasto, na wzgórze, gdzie znajduje się pochodzący z VI wieku monastyr Dżwari, wpisany niestety na listę 100 najbardziej zagrożonych zniszczeniem zabytków świata. W środku w półmroku podziwiać można wielowiekowe malowidła, ze szczytu zaś u swych stóp można zobaczyć panoramę miasta i połączenie dwóch rzek. Co pewne, to lepiej przygotować się na konkretną wichurę, lodowaty wiatr na szczycie daje się we znaki z całych sił, próbując uprzykrzyć czas biednemu podróżnikowi.

IMG_1670

IMG_1665

IMG_1660

Dalej zaś udaliśmy się z naszym kierowcą znów do Mcchety, gdzie nas wysadził i się pożegnał. Zaskakujące, jak Mccheta i okolice były puste. Mieliśmy wrażenie, że byliśmy jedynymi lub jednymi z niewielu zwiedzających miasto. Z tego, co jednak wiemy, jest to dość popularna baza wypadowa, stąd nasze zaskoczenie. Niemniej jednak nam brak turystów bynajmniej nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie 🙂

IMG_1672

IMG_1638

Jeszcze przez chwilę pospacerowaliśmy po mieście, by ostatecznie złapać marszrutkę i powrócić do Tbilisi, którego zwiedzania już nie mogliśmy się doczekać. O Tbilisi jednak będzie dopiero następny wpis! Okazuje się bowiem, że malutki wpisik o Mcchecie, który miał być połączony z Tbilisi rozrósł się do tego stopnia, że stał się osobnym wpisem, musicie wybaczyć 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s