Wodospady Iguacu (hiszp. Iguazu)

Pod wejście na wodospady Iguacu zajechaliśmy autobusem dosłownie kilka minut po otwarciu. Kolejka do kas już była ogromna, zaczęły się zjeżdżać kolejne autobusy z dzikimi turystami. Pogoda była idealna- błękitne niebo, słońce, ciepło. Niestety od dnia następnego do końca tygodnia miały być burze i ulewne deszcze, my zaś mamy tylko 2,5 dnia zanim pojedziemy do Buenos Aires, więc zaczęły nam chodzić po głowie myśli, czy nie spróbować zrobić obu stron wodospadów w jeden dzień. Stwierdziliśmy, że zobaczymy, jak nam czasowo pójdzie po stronie brazylijskiej i wtedy podejmiemy decyzję.

Po zakupie biletów do miejsca rozpoczęcia spacerów wokół wodospadów podjeżdża się autobusem. Strona brazylijska różni się tym od argentyńskiej, że tu wodospady ogląda się z dołu, perspektywa jest więc zupełnie inna. Poza tym brazylijska trasa jest dużo krótsza od jej argentyńskiego odpowiednika ( po stronie argentyńskiej znajduje się 80% wodospadów, po brazylijskiej tylko 20%), więc nie zajmuje zbyt wiele czasu.

Kilka faktów o samych wodospadach:

– Wodospady znajdują się po dwóch stronach: na terenie Brazylii oraz w Argentynie

– Utworzone są na ujściu rzeki Iguacu do rzeki Parana

– Szacuje się, iż jest tu około 275 odrębnych kaskad

– Zarówno po stronie brazylijskiej, jak i argentyńskiej wodospady Iguacu są objęte parkami narodowymi. Na ich terenie żyje ogromna ilość gatunków zwierząt, od papug, przez małpy, pumy, tapiry, tukany, koati, aż po mrówkojady czy kapibary.

Swoją drogą, tak przy okazji, naprawdę trzeba uważać na wszechobecne koati – te zwierzątka poniżej z dłuższym pyskiem- włażą wszędzie, wyciągają z torebek jedzenie, a jak się zostawi coś na chwilę na stole to niestety w sekundę to porywają. Mimo wszystko są urocze.

Turystów oczywiście było mnóstwo, toteż dopchanie się do barierek by zrobić zdjęcia albo po prostu spokojnie się wpatrywać w wodospady graniczyło z cudem. Widoki jednak zapierają dech w piersiach. Poniżej kilka dowodów. (Z góry przepraszamy za ilość zdjęć w tym wpisie, ale naprawdę nie mogliśmy się zdecydować, które są najładniejsze)

IMG_0533 IMG_0544 IMG_0567 IMG_0590 IMG_0599 IMG_0607 IMG_2209 IMG_2211 IMG_0630 IMG_0631Ostatecznie oglądnięcie wodospadów po stronie brazylijskiej zajęło nam lekko ponad 2 godziny, więc o 12 byliśmy wolni. Nic nie stało na przeszkodzie, by w ten sam dzień odwiedzić stronę argentyńską, tym bardziej, że ze względu na ostatnią powódź trasa wiodąca na największy spośród wodospadów – Garganta del Diablo jest zamknięta, została całkowicie zniszczona przez rwącą rzekę, więc ilość atrakcji została ograniczona. Szkoda, bo Garganta del Diablo naprawdę robi wrażenie. Po stronie brazylijskiej ogląda się ją z dołu, ale to jednak nie to samo.

Złapaliśmy autobus powrotny do Foz do Iguacu, gdzie zostawiliśmy swoje rzeczy w hostelu i pojechaliśmy szybko po nasze bagaże. Kolejne dwie noce spędzić mamy już po stronie argentyńskiej, głównie ze względu na to, ze stad mamy samolot do Buenos, więc bez sensu byłoby wracać po zwiedzeniu argentyńskich wodospadów do Brazylii tylko po nasze plecaki. Pożegnaliśmy nasz najlepszy jak dotąd hostel i ruszyliśmy autobusem w stronę granicy z Argentyną. Sprawa wygląda tak:

Kupujesz bilet u kierowcy na całą podróż do Puerto Iguazu, czyli miejscowości położonej w bezpośrednim sąsiedztwie wodospadów, kierowca daje karteczkę, że właśnie tam masz jechać. Dojeżdża się do granicy, najpierw brazylijska policja federalna. Trzeba wyjść z autobusu, który niestety na nas nie poczeka, tylko musimy złapać z naszą karteczką następny autobus. Na granicy oddaje się kwitek, który wypełnialiśmy przy wjeździe, dostajemy pieczątkę, że opuszczamy Brazylię. Czekamy na następny autobus. Podjeżdża. Niestety nas nie weźmie, bo nie, mamy jechać kolejnym. Czekamy pół godziny, upał nie z tej ziemi. Podjeżdża, wsiadamy, jedziemy na granicę argentyńską. Wysiadamy z autobusu, tym razem kierowca razem z nami i czeka. Pieczątka, sprawdzanie bagażu, wsiadamy do autobusu, jedziemy. Chcieliśmy jeszcze na granicy szybko wymienić kasę na argentyńskie peso, ale na to kierowca już nie poczeka. Pojechaliśmy więc do Puerto Iguazu, szybko wypłaciliśmy z bankomatu peso, bo na wodospadach w Argentynie nie można płacić ani karta ani żadną inną waluta niż peso i pojechaliśmy z naszymi bagażami na wodospady.

Zdążyliśmy na ostatnie wejście, mieliśmy 2 godziny na obejście wodospadów. Spoko, damy radę. Zostawiliśmy jeszcze nasze plecaki w bagażowni i pomknęliśmy przed siebie. Dojście na wodospady utrudniały wszechobecne małpy, od których trudno oderwać wzrok, a w końcu zrobiło się ich tyle, że ciężko było przejść pod drzewem, żeby jakaś nie zeskoczyła prosto na głowę. Ostatni punkt wycieczki- wejście pod wodospad- wyszliśmy przemoczeni do suchej nitki, ale warto! J

IMG_0707 IMG_0729 IMG_0685 IMG_0678 IMG_0739 IMG_0749 IMG_0756Dzień zakończył się spacerem i kolacją w jakże przyjemnym Puerto Iguazu, naprawdę bardzo fajne miasteczko- ciche, spokojne, wszystko poukładane i czyste. Jutro zapowiada się burza i deszcz, wiec musimy podumać, co ze sobą zrobić.

Adios!

20140924_001339

Rio de Janerio / dzień 4

Ostatni dzień w Rio, a raczej jego kilka godzin postanowiliśmy wykorzystać na porobienie ostatnich zdjęć i kąpiel w Atlantyku. Niebo było od rana tak pięknie niebieskie, że żal było tego nie wykorzystać. Szybko się spakowaliśmy i pomknęliśmy najpierw na Ipanemę- ulubioną plażę Karoliny. Niebo piękne, ale pizgało tak, że głowę urywało. Ostatnie spojrzenie i idziemy dalej. Czasu mało.

IMG_0475 IMG_0468 IMG_0482 IMG_0484Dale ruszyliśmy na Copacabanę, gdzie pogoda okazała się o niebo lepsza, więc przyjemniej można było spędzić tu ostatnie chwile w Rio. Poniżej świetny pies, który aportował z oceanu kokosa.

IMG_0494Rozłożyliśmy się na Copacabanie i jeszcze szybko zaliczyliśmy ostatnia kąpiel i mleko kokosowe na pożegnanie z Rio. Rzeźba Chrystusa na Corcovado czujnie zerkała w naszą stronę.

IMG_0510 IMG_0517 IMG_0490Potem już tylko szybki prysznic w hostelu i autobus na lotnisko. Czas zmienić na kilka dni miejsce pobytu- lecimy na wodospady Iguacu!

20140922_125814 20140922_163132Ostatecznie po dwóch godzinach lotu dotarliśmy do Foz do Iguacu, gdzie mieliśmy zabookowany hostel zaraz w centrum miasta. Ogólnie jakby ktoś szukał noclegu w Foz to możemy polecić hostel, w którym byliśmy, naprawdę fajne miejsce!

Krótki obchód miasta, kolacja w miłej knajpce, wpis na bloga i do spania, bo jutro chcemy z samego rana wyruszyć zwiedzać stronę brazylijską słynnych wodospadów.

Adios!

Rio de Janerio / dzień 3

Dzień 3 w Rio zaczął się od paskudnej pogody- deszcz lał niemiłosiernie, ograniczając tym samym pole manewru, jeśli chodzi o zwiedzanie, o plażowaniu nie wspominając. Jednak deszcz w żaden sposób nie przeszkadzał w planowanej przez nas wycieczce do faveli- dzielnic biedy. Wykupiliśmy tripa z przewodnikiem u nas w hostelu do największej spośród faveli w Rio- Rocinha. Nie polecamy wchodzić tam samemu- po pierwsze dlatego, że po prostu się pogubisz- każda favela to niezliczona krętanina korytarzy, uliczek, schodów, a po drugie- jest to miejsce po prostu niebezpieczne dla zwykłego gringo. Póki jesteś z przewodnikiem- jest to albo mieszkaniec faveli albo osoba ciesząca się dużym zaufaniem pośród tubylców, nic Ci nie grozi. IMG_0304 IMG_0311Ciężko opisać wrażenia i emocje, jakie podczas i po odwiedzeniu faveli w nas buzowały. Przede wszystkim jest to miejsce tak smutne i biedne dla Europejczyka, że trudno sobie to wyobrazić, dopóki nie zobaczy się na własne oczy. Kilka faktów z faveli Rocinha:

– oficjalne dane mówią, że mieszka tam 120 tys. Osób. W rzeczywistości szacuje się, że zamieszkuje ją ok. 200 tys. Osób. Różnica, bagatela, 80 tys.

-Standardem jest, że jedno małżeństwo ma od 10 do 20 dzieci. Antykoncepcja jest tam pojęciem całkowicie obcym.

– Na 200 tys. Mieszkańców w faveli Rocinha są tylko 4 szkoły publiczne. Dlatego też około 90% dzieci mieszkających w tejże faveli w ogóle nie uczęszcza do szkoły, nie pobiera nauki. W związku z tym nie ma szans, by w przyszłości zmieniło swój standard życia i wyrwało się z faveli

– Jak utrzymać rodzinę mając kilkanaście dzieci? Po prostu mniej więcej od 3 roku życia dziecko idzie zarabiać na ulicę- sprzedaje cukierki, żebrze, tańczy. W ten sposób kazde z dzieci zarabia na swoje utrzymanie, o ile w ogóle można w ten sposób powiedzieć

– W faveli tej służbę pełni 600 uzbrojonych po czubek głowy specjalnie przeszkolonych policjantów z jednostki Policia Militar. Policja ta stacjonuje tylko w spacyfikowanych Ravelach, a nie wszystkie favele w Rio dały się spacyfikować. Wciąż istnieją takie, w których rządzą tylko gangi narkotykowe, karabiny i bazuki. Pracują na 3 zmiany- każda zmiana to 200 policjantów. Stoją w uliczkach z karabinem wycelowanym w przechodniów. Co jeszcze ciekawe, policja ta nigdy nikogo nie aresztuje. Jeżeli dochodzi do jakiegokolwiek incydentu, policja ta po prostu strzela i zabija. Inaczej ofiarą byłby sam policjant. Nie ma więc miejsca na sentymenty.

– Rocinha usytuowana jest na zboczu góry, która po intensywnych deszczach często się osuwa, tym samym zabierając razem z sobą kolejne domy. Nikomu to nie przeszkadza, w miejscach, gdzie dotąd kilka razy osunęły się domy-powstają nowe.

– Nie ma czegoś takiego jak wywóz śmieci, wysypisko śmieci czy kanalizacja. Wszystkie śmieci zbiera się w jednym miejscu pomiędzy domami, a gdy zbierze się już odpowiednia ich ilość- zostają palone i zasypywane gruzem. Co zaś się tyczy kanalizacji- ci którzy mieszkają niżej mają szanse na taki luksus, jednak standardem jest, że kanalizacji po prostu nie ma, wszystko spływa po drodze, którą się normalnie uczęszcza.

Ot co, wystarczy. Kilka zdjęć poniżej.

IMG_0341 IMG_0351 IMG_0356 IMG_0374Mimo wszystko w Ravelach życie toczy się normalnie- są sklepy, bary, szewc, piekarnia. Dzieci tańczą w rytm muzyki unoszącej się pomiędzy budynkami. Znajdziesz tu wszystko, co potrzebne do funkcjonowania. Wizyta wywołuje dość skrajne emocje, ale warto to zobaczyć. Przynajmniej po to, by docenić, jak Ty żyjesz.

Po wizycie w faveli udaliśmy się Copacabaną w stronę Ipanemy, w okolicach której w każdą niedziele odbywa się targ hippisowski, na którym kupić można dosłownie wszystko- od skórzanych wyrobów, biżuterii, brazylijskich bębenków i grzechotek po obrazy, tradycyjne ciasta i obrusy. Po drodze natknęliśmy się na wielkie pochód-manifestację Brazylijczyków domagających się wolności religijnej, tolerancji dla odmienności czy też ochrony środowiska. Istny misz-masz. Po drodze jeszcze kilka zdjęć na cypelku pomiędzy Copacabaną a Ipanemą i dalej na targ.

IMG_0390 IMG_0392 IMG_0408 IMG_0414 IMG_0420 IMG_0428

Po zakupach na targu udało nam się znaleźć knajpkę, w której pokazywali finał mistrzostw świata w siatkówce- Polska-Brazylia. Znaleźć takie miejsce to nie lada wyzwanie, gdy w tym samym czasie gra jedna z drużyn futbolowych z Rio. Siatkówka przegrywa z piłką nożną, gdyz jak wiadomo, futbol to w Brazylii niemal religia.

Jednak usiedliśmy pośród Brazylijczyków, kibicując dumnie i głośno naszym mistrzom z podniesionymi głowami- nie ukrywaliśmy w żaden sposób naszej narodowości. To był piękny i wzruszający moment, gdy to Polacy stanęli na najwyższym stopniu podium. Brazylijczycy wokół nas zaś miny mieli nietęgie J Sory, Polacy są najlepsi!

IMG_0450Po meczu wsiedliśmy w metro i pomknęliśmy w stronę Centro, gdzie znajduje się kilka zabytkowych budynków, w tym teatr i bank. Jednak z racji tego, że zaczęło się już ściemniać i była niedziela, więc miasto było dość opustoszałe, wszędzie aż roiło się od bezdomnych, pijanych czy naćpanych rzezimieszków. Obeszliśmy najważniejsze uliczki, obejrzeliśmy co słynniejsze budynki, których wcale nie ocalało zbyt wiele i pomknęliśmy w stronę Lapy- dzielnicy rozrywkowej- teraz tylko żeby porobić kilka zdjęć, później zaś w poszukiwaniu samby.

IMG_0444 IMG_0463Dalej wróciliśmy do hostelu odświeżyć się i coś przegryźć, majac nadzieję, ze nawet w dość kapryśną pogodę na Lapie będzie mnóstwo Brazylijczyków grających na bębnach i tańczących sambę. Wróciliśmy tam o 24 jednak dzień tygodnia i pogoda z nami wygrały- większość klubów była zamknięta i widać nikomu się nie chciało tańczyć samby, bo ulice Lapy były puste jak nigdy. Tylko w kilku lokalach można było posłuchac muzyki na żywo, stwierdziliśmy jednak, że skoro nie ma samby to jedziemy spędzić ostatni wieczór w boskim Rio na Copacabanie, popijając przy muzyce, jakżeby inaczej, Caipirinhe.

20140922_003548

Rio de Janerio / dzień 2

Dzień drugi w Rio rozpoczął się tym, że niestety nie udało nam się pojechać na Ilha Grande. O ile było gorąco to jednak słońce ukryte było za chmurami, przez co laguny nie wyglądałyby aż tak atrakcyjnie jak w słońcu. Poza tym wycieczka trwa cały dzień, a prognozy mówiły, że druga połowa dnia ma być deszczowa, więc musieliśmy zrezygnować z Ilha Grande. Cóż, przynajmniej będzie powód, by tu jeszcze wrócić.

Z tego też względu postanowiliśmy czym prędzej ruszyć w kierunku Corcovado, by kupić bilety na kolejkę na górę z Chrystusem. Nie kupowaliśmy wcześniej biletów przez Internet, bo do końca nie wiedzieliśmy, w który dzień będziemy chcieli iść, ale tym, którzy się wybierają do Rio polecamy kupić bilet wcześniej on-line- unikniecie gigantycznych kolejek i oczekiwania kilka godzin na wyjazd na górę.

Początkowo mieliśmy plan, żeby na Corcovado wejść pieszo, wysokość ok. 710 m n.p.m., trekking trwa jakieś 2,5h. Ostatecznie jednak niepewna pogoda pokrzyżowała nam plany i stwierdziliśmy, ze kiepską opcją byłoby wchodzenie na górę po to, by okazało się, że na szczycie pada deszcz. Wybraliśmy więc tradycyjną opcję, czyli kolejkę. Udało nam się kupić bilet na kolejkę dopiero na za 2 h, ale w tym czasie nie zamierzaliśmy siedzieć bezczynnie i czekać na wjazd na górę.

Wsiedliśmy w autobus i udaliśmy się na plażę Flamengo, skąd rozpościera się genialny widok na Głowę Cukru. Mieliśmy jakieś 1,5h, żeby nacieszyć oczy i na spokojnie wrócić pod Corcovado. Namiastka plaży Flamengo poniżej. Komentarz chyba zbędny IMG_0078IMG_0108 IMG_0092 IMG_0085 IMG_0079Pod Corcovado dotarliśmy na czas, wsiedliśmy do kolejki i pomknęliśmy na górę ze słynnym posągiem Chrystusa. Dla ciekawskich- wykonał go francuski rzeźbiarz polskiego pochodzenia- Paul Lewandowski. Umieszczenie 38-metrowego posągu na szczycie Corcovado musiało być nie lada wyzwaniem.

Kolejka wioząca na szczyt jedzie poprzez tropikalny las, w którym aż roi się m.in. od makaków skaczących po drzewach. Oczywiście jadąc na górę zaczęliśmy żałować, że jednak nie poszliśmy pieszo. Cóż, trudno.

IMG_0238Ostatecznie wyjechaliśmy na szczyt, gdzie naszym oczom ukazał się słynny posąg Chrystusa, z drugiej zaś strony gigantyczny tłum oszalałych turystów, próbujących za wszelką cenę wcisnąć się pomiędzy innych, zdeptać, popchnąć, trącić. Jak walka o przetrwanie. Tłum doprowadza do szału, ale widoki wynagradzają wszystko.

IMG_0218 IMG_0207 IMG_0204 IMG_0193 20140920_135111Naszym kolejnym celem była plaża Ipanema, bezdyskusyjnie najpiękniejsza spośród wszystkich w Rio. Nie mogło obyć się bez Caipirinha – najpopularniejszego w Brazylii drinka. Nigdzie nie smakuje tak jak tutaj!

IMG_0246 IMG_0251 IMG_0267Z ipanemy wygonił nas ostatecznie deszcz, choć nie była to ulewa to jednak spędzanie czasu na plaży w czasie deszczu nie jest najprzyjemniejsze na świecie. Wyruszyliśmy spacerem w stronę Copacabany, po drodze zawitaliśmy jeszcze do Fortu Copacabana, który oddziela Ipanemę od Copacabany. Bardzo fajne muzeum w środku z licznymi działami, torpedami, a widoki na Copacabanę – bezcenne. Akurat trafiliśmy na 100-lecie fortu- grała wojskowa orkiestra, mnóstwo żołnierzy w odświętnych mundurach.

IMG_0270IMG_0292Kolejno udaliśmy się wzdłuż Copacabany w kierunku naszego hostelu, zatrzymując się jeszcze na chwilę aby posłuchać szumu fal oceanu. Planem wieczoru miała być impreza na Lapie, gdzie na ulicach wszyscy tańczą Sambę i można podłapać nieco ruchów oraz rozkoszować się dźwiękami muzyki na żywo. Niestety deszcze udaremnił nam nasze plany. Mamy nadzieję, że w nasz ostatni wieczór w Rio pogoda będzie nieco bardziej łaskawa 🙂

Adios!

Rio de Janerio / dzień 1

Do Rio z Sao Paulo ruszyliśmy autobusem o 24, z nadzieją, że noc w autobusie zleci szybko (ok. 450 km). Owszem, przespaliśmy całą drogę, szkoda tylko że autobus jechał 2 godziny dłużej niż w rozkładzie. Cóż, im dalej tym będzie z tym gorzej, nie ma co narzekać, trzeba się przyzwyczajać 🙂

Ostatecznie po ponad godzinie jazdy po samym Rio autobusem, udało nam się dotrzeć do naszego hostelu, który jest w okolicach Copacabany, by się trochę odświeżyć, porzucić rzeczy i ruszyć w miasto. Pogoda na szczęście dopisywała, jednak na Corcovado było już za późno, więc zdecydowaliśmy, że najpierw pójdziemy na słynną Copacabanę, zażyć kąpieli słonecznej i nie tylko, potem zaś udamy się na Głowę Cukru, póki widoczność jest na tyle dobra, by podziwiać panoramę boskiego Rio.

Na marginesie- podkreślamy, że Rio z bliska jest zupełnie inne niż jego panorama. W oczy biją wszechobecne favele-dzielnice biedy i tego nie da się ukryć. Jednak co jak co, ale widok na Rio „z góry” jest absolutnie oszałamiający, ugina kolana. Nie bez powodu mówi się, że Rio jest jednym z najpiękniej położonych miast na świecie.

Najpierw więc Copacabana- w Rio jest aktualnie wiosna, więc tylko nieliczni tubylcy kąpią się w oceanie, ale pośród tych odważnych dzielny Piotrek walczy z gigantycznymi falami. Karolina wolała zostać bezpiecznie na brzegu, woda jest naprawdę lodowata!

rio1_1rio1_2rio1_3rio1_4Warto dodać, że Copacabana słynie nie tylko ze swej urody i długości samej plaży, ale także z najdłuższej na świecie mozaiki (ok. 4 km).

rio1_0Ciężko było podjąć decyzję o opuszczeniu Copacabany, ale przecież czeka na nas wciąż zbyt wiele atrakcji, by ślęczeć na plaży! Pogoda zaczęła się nieco psuć, niebo przesłoniło się mgłą, ale mimo wszystko pomknęliśmy w stronę Głowy Cukru z nadzieją, że zanim tam dotrzemy- niebo się przejaśni. Nie pomyliliśmy się, akurat na czas naszej wizyty na Głowie Cukru niebo pozwoliło swobodnie podziwiać zapierające dech w piersiach widoki. Panorama Rio jest absolutnie niesamowita, nie do podrobienia!

rio1_5 rio1_6 rio1_10 rio1_9Karolina wciąż krążyła w poszukiwaniu małp, które pamiętała z poprzedniej wizyty, ostatecznie, gdy słońce zaczynało się chować, pojawiły się małe małpki wchodzące do torebek i na ręce byle tylko dać im coś do jedzenia. Urocze!

rio2_7 rio1_8Po Głowie Cukru mieliśmy w planie jeszcze zaglądnąć na plażę Botafogo, skąd rozpościera się piękny widok na Głowę Cukru, jednak na Górze tak długo podziwialiśmy widoki i droczyliśmy się z małpami, że zdążyło się już zrobić dość chłodno i późno. Wróciliśmy więc na Copacabanę na obiad i kokosa, wsłuchując się w szum fal i ciesząc oczy widokami, a także otaczającymi nas Brazylijczykami z roześmianymi buziami. Od razu cieplej na sercu!

rio1_11 20140919_175140Na wieczór była w planie Lapa- dzielnica rozrywkowa, ale dziś odpuszczamy, bo padamy po nocce w autobusie. Z resztą jutro z samego rana, jeśli tylko pogoda pozwoli to wybieramy się na Ilha Grande- wyspę położoną niedaleko Rio z pięknymi lagunami i zatoczkami z lazurową wodą. Wszystko jednak zależy od pogody, a prognozy póki co nie są zbyt korzystne, liczymy jednak na to, że los nam sprzyja .

Adios!

Sao Paulo

 

Myśleliśmy, że ten wpis pojawi się dopiero jutro jak już dotrzemy do Rio. Niestety Sao Paulo zawiodło nas na tyle, że naprawdę nie ma tu za dużo do zobaczenia, więc nadmiar czasu, który został nam do autobusu do Rio de Janeiro można wykorzystać na nowy wpis.

Do Sao Paulo dotarliśmy wczoraj wczesnym wieczorem, umęczeni po całym dniu spędzonym w samolocie. Nawet nie mieliśmy siły iść od razu w miasto, po prostu padliśmy do łóżek w hostelu i odsypialiśmy noc spędzoną na lotnisku, samolot i zmianę czasu.

Rano obudziliśmy się pełni energii i zapału, by zwiedzać najludniejsze miasto Ameryki Południowej.

IMG_9833Wszyscy znajomi i przewodniki uprzedzały, że jest to miejsce nieciekawe i nie ma sensu poświęcać mu zbyt wiele czasu, dlatego też na Sao Paulo daliśmy sobie jeden cały dzień. Mimo powszechnych negatywnych opinii postanowiliśmy dać temu miastu szansę i naprawdę z całych sił chcieliśmy znaleźć coś, co nas zachwyci.

Jeśli ktoś dotąd narzekał na krakowski smog- w tym momencie może dziękować, że nie mieszka w Sao Paulo.

IMG_9784Zwiedzanie zaczęliśmy od Parku Ibirapuera- w sumie chyba jedyne przyjemne miejsce w Sao Paulo. Dużo zieleni, stawy, ciekawa roślinność, świetne muzeum sztuki afro brazylijskiej. Ot co, park na kolana nie powalił, ale w porównaniu z całą resztą tego miasta-miła odmiana.

IMG_9791W Sao Paulo na każdym kroku można znaleźć ciekawe graffiti, kilka przykładów poniżej:

IMG_9828IMG_9788Jeśli chodzi o tzw. „Stare Miasto”, choć nie bardzo wiemy, czy w Sao Paulo można o tym mówić, chyba że o placu z Katedrą i Teatrem, to naprawdę nie ma na co patrzeć. To, co można „podziwiać” w tych okolicach to całe tłumy bezdomnych leżących na środku placów, schodach do kościołów, załatwiających swoje potrzeby fizjologiczne dosłownie pod siebie, zaczepiających Cię na każdym kroku. Katedra- ładna, ale otoczenie zaburza cały widok. Pozostaje niesmak.

IMG_9839Tzw. Nowoczesna dzielnica, którą szczycą się mieszkańcy Sao Paulo i zachęcają każdego obcokrajowca do jej odwiedzenia, mieszcząca się przy Avenida Paulista, ostatecznie pozbawiła nas złudzeń, że znajdziemy w Sao Paulo cokolwiek ciekawego i zapierającego dech w piersiach. Nie ma niestety nic prócz kilku wieżowców, pędzących ludzi i samochodów trąbiących na każdego, kto próbuje przejść przez ulicę.

IMG_9824A tu jeszcze 2 przykłady pomysłowości brazylijskiej- światła dla pieszych, a jeśli nie wiesz, gdzie umieścić swoje ogłoszenie tak, by ktoś je zauważył, umieść je na chodniku, może ktoś patrzy pod nogi i zauważy!

IMG_9842IMG_9859Ogólnie, jeśli nie musisz, nie spędzaj tu zbyt wiele czasu 🙂 A teraz wybacz Sao Paulo- nie zachwyciłeś, uciekamy do boskiego Rio!