Jerozolima i Tel Aviv w drodze do Polski!

Jak zwykle okazuje się, że dużo łatwiej jest zasiąść do pisania po całym dniu zwiedzania, podróży, noszenia plecaków niż po powrocie do Polski. Stąd ponownie opóźnienie na blogu, ale czas nadrobić zaległości, nim zaczniemy tu pisać znacznie więcej, a taki pojawił się plan, ale to później 🙂 Najpierw trzeba było cofnąć się do poprzedniego wpisu i przypomnieć sobie, na czym to skończyliśmy.

A skończyliśmy na nocy na lotnisku w Tel avivie. Przebiegła całkiem spokojnie jak na lotniskowe warunki aż nadto spokojnie, ale jesteśmy w końcu w Izraelu. Po wylądowaniu dawno nikt nas tak nie przetrzepał, owszem, wiadomo, że w Izraelu na granicach i w portach lotniczych zadają zawsze milion dziwnych, czasem niewygodnych pytań, ale tym razem na naszą niekorzyść działały świeżutkie pieczątki z muzułmańskiej Malezji, toteż wokół Malezji się służby skupiły, wypytując, gdzie spaliśmy, czy jesteśmy razem, ile lat, czy mieszkamy razem, co robiliśmy w Malezji, po co tam byliśmy, z kim się spotykaliśmy, co stamtąd wieziemy, czy dostaliśmy jakieś prezenty, gdzie nocowaliśmy itd., a potem nasze plecaki kazali nam wrzucić do windy i powędrowały na dokładne przetrzepanie, bo przecież nikt nie może tak zwyczajnie być najpierw w Malezji,a potem nagle w Izraelu i nie mieć na celu zamachu 🙂

W każdym razie rano wsiedliśmy w pociąg z lotniska do centrum Tel Avivu, wysiedliśmy na dworcu i powędrowaliśmy w stronę naszego hostelu, kontaktując się z nim kilka dni wcześniej, że zaglądniemy rzucić bagaże (w Izraelu hostele raczej nie mają 24h czynnej recepcji). Wzięliśmy prysznic, zjedliśmy śniadanie, rzuciliśmy plecaki i ruszyliśmy z pobliskiego dworca autobusem ku Jerozolimie, raz jeszcze zachwycić się tym niesamowitym miejscem. Nawet jeśli nie jesteś zagorzałym katolikiem, wyznawcą islamu czy Żydem, to miejsce robi piorunujące wrażenie za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżasz i tego nie da się nie doświadczyć.

Jako że poprzednim razem nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by odwiedzić muzeum Yad Vashem – muzeum holocaustu narodu żydowskiego. Dla ciekawskich – wstęp darmowy, muzeum bardzo ciekawe, odczucia podobne jak podczas wizyty w Auschwitz, natomiast to, co bardzo radzi to młodzi obywatele Izraela, którzy obowiązkowo ze szkołami muszą odwiedzać muzeum, podczas gdy zainteresowanie ich własnym narodem jest tak wielkie, że w muzeum grają na telefonach, kładą się na kanapach, co wywołuje ogromny niesmak. Cóż, warto do dziś wykorzystywać swoją historię i nią się zasłaniać w kryzysowych sytuacjach i stosunkach międzynarodowych, zaś na miejscu widać, jakie rzeczywiste mają podejście do swojej historii.

W części muzeum, gdzie są wystawy, nie wolno robić zdjęć, toteż wrzucamy tylko z ogrodów okalających muzeum, gdzie znajdują się m.in. tablice upamiętniające sprawiedliwych wśród narodów, gdzie największa ilość tablic poświęcona jest Polakom. Ogród i muzeum znajduje się na wzgórzu z pięknym widokiem na pagórki porośnięte drzewkami oliwkowymi.

IMG_5713

IMG_5723

IMG_5728

IMG_5738

IMG_5740IMG_5733

Dalej zaś spacer poszczególnymi dzielnicami starej Jerozolimy – muzułmańskiej, słynącej z doskonałych, najtańszych falafeli i sporego nieporządku, katolickiej – czystej i pełnej pielgrzymów, żydowskiej – sterylnej jak żadne inne miejsce w Izraelu, pełnej ortodoksów nieufnie patrzących na turystów i ormiańskiej z piękną ormiańską świątynią. Pamiętajmy, że stare miasto w Jerozolimie to jedno wielkie targowisko, kwitnące kolorami od samego rana aż do zajścia słońca za horyzont. Dodać trzeba, że Izrael, szczególnie zaś Jerozolima, słyną z gigantycznych cen, także na ulicznych straganach, najtaniej można kupić towary w dzielnicy muzułmańskiej, możecie wierzyć, że w każdej dzielnicy są dokładnie takie same pamiątki i lokalne wyroby.

17916465_10209385004517154_824113045_o

IMG_5764

IMG_5752

IMG_5773

IMG_5756

Docieramy do słynnej Ściany Płaczu. Po drodze musieliśmy sobie zrobić zdjęcie w dokładnie tym samym miejscu, w którym robiliśmy poprzednio, gdy ponad 40stopniowy upał nie dawał nam żyć 🙂

IMG_5792

Mężczyźni obowiązkowo w mycce, każdy, kto nie ma własnej, dostanie ją przy wejściu, kobiety nie mogą wejść do części przeznaczonej dla mężczyzn, dla nich jest wąska część po prawej stronie. O tym z resztą pisaliśmy przy okazji naszej poprzedniej wyprawy do Izraela, więc nie będziemy powielać treści. Co by jednak nie było, Ściana Płaczu i górujący nad nią meczet na skale, robią wrażenie niesamowite. Pamiętajmy, by przed rozplanowaniem swojego zwiedzania Jerozolimy, sprawdzić dokładnie aktualne godziny wstępu dla turystów na meczet na skale, nie jest on otwarty dla nie-muzułmanów cały dzień!

IMG_5796

IMG_5802

IMG_5815

Dzielnica żydowska wyróżnia się niezwykłą sterylnością i olbrzymią ilością ortodoksyjnych, wielodzietnych rodzin żydowskich, zawsze patrzących na turystów z nieufnością, zaś na roznegliżowane kobiety z ogromną niechęcią.

IMG_5821

17916450_10209385017557480_1790020433_o

IMG_5825

IMG_5830

Będąc w Jerozolimie, bez względu na wyznanie, nie można nie wejść choć na chwilę do Bazyliki Grobu Pańskiego, jednej z najbardziej piorunujących świątyń ze względu na swój układ pozwalający na zgubienie się w zakamarkach bazyliki. Tym razem grób był w remoncie, stąd zdjęć wiele nie zamieszczamy. Ale nie da się odmówić wyjątkowej atmosfery temu miejscu.

17916692_10209385009717284_1128151884_o

17902650_10209385013677383_1528547298_o

IMG_5782

IMG_5835

IMG_5840

Po zajściu słońca stare miasto zamiera, stąd też wsiedliśmy w autobus i ruszyliśmy do Tel Avivu. Nasz hostel znajdował się zaledwie kilka minut pieszo o dzielnicy Old Jaffa, postanowiliśmy więc zaglądnąć jeszcze tam na spacer, pamiętając z poprzedniej wizyty, jak miła to okolica. O tej porze roku w Tel Avivie nie było zbyt wielu turystów, Old Jaffę nocą obeszliśmy jako jedyni, nie spotykając na swej drodze żywej duszy. Za dnia tętniąca życiem, pełna kolorowych galerii sztuki, małych kafejek, dzieciaków biegających po głównym placu, w nocy tajemnicza, cicha, spokojna, z pięknym widokiem na oświetloną nowoczesną część Tel Avivu.

IMG_5868

IMG_5866

17916514_10209385052678358_559373082_o

17916830_10209385054998416_1551466563_o

Od Old Jaffy odchodzi promenada zaczynająca się w starym, historycznym porcie, ciągnąca się zaś wzdłuż wybrzeża przez kilka kilometrów. Obecnie plaże miejskie są przebudowywane, tworzą się nowe altany, stanowiska gastronomiczne, przebieralnie. Świetne miejsce na spacer.

Następnego dnia wymeldowaliśmy się z hostelu…

IMG_20170208_153131

…zostawiliśmy plecaki i ruszyliśmy na kilka godzin w miasto, wiedząc, że nie mamy zbyt wiele czasu. Najpierw ruszyliśmy na targ, który pamiętaliśmy z poprzedniej wizyty jako najbardziej chyba kolorowe miejsce w tym mieście, i tym razem się nie zawiedliśmy. Owoce, warzywa, hałwy, sery, lokalne wyroby cukiernicze, wyroby z błota z morza czarnego. Myślcie, co chcecie, my strasznie lubimy takie miejsca, bo to tutaj można zobaczyć prawdziwe oblicze danego miejsca, lokalne bogactwa i specjały, zobaczyć mnóstwo tubylców w swoim żywiole i najcenniejsze produkty.

IMG_5891

IMG_5890

IMG_5888

IMG_5881

Dalej zaś postanowiliśmy na spokojnie poleżeć sobie na plaży, przy piwku, delektując się ostatnimi godzinami słońca przed powrotem do krakowskiego smogu. Co tu dużo mówić, niebieskie niebo i widoczne na niebie słońce dla każdego, kto mieszka w Krakowie to jest COŚ, więc nie mogliśmy sobie odmówić tej przyjemności, otrzymując niemal każdego dnia wiadomości ze zdjęciami z Krakowa, w którym nie widać było nic (były to dni, kiedy smog naprawdę dawał się Krakusom we znaki). Przy okazji, to niesamowite jak w stolicy kraju, miejscu, które tak szybko się rozwija i pnie do góry pod każdym względem, jak mimo wszystko jest tu sterylnie i czysto, o czym świadczą choćby tutejsze plaże i woda w morzu – krystalicznie czysta i niespotykana w żadnej innej metropolii tego typu.

IMG_5898

IMG_5901

IMG_5900

17916237_10209385056398451_469780462_o

Ostatnim punktem był spacer promenadą i nadszedł czas, by odebrać plecaki z hostelu i ruszyć w kierunku lotniska. A tam, jak zwykle z resztą, polskie pielgrzymki, w których nie byłoby nic złego, gdyby nie typowo polskie przepychanie się, niestosowanie się do regulaminu i ogólny bałagan i chaos wprowadzany przez rodaków. Ot, na przykład to właśnie lecąc z Izraela do Polski biedne stewardessy muszą kilkakrotnie krzyczeń na polskich pasażerów, którzy ledwo samolot postawi koła na pasie po wylądowaniu, a którzy to zbierają bagaże i biegną do wyjścia (w końcu kto pierwszy, ten lepszy), choć samolot wylądował 30sekund temu i jeszcze nawet nie stanął.  Są takie miejsca na świecie, gdzie czasem człowiek wstydzi się, że jest tej samej narodowości, co reszta w tłumie. Niektórzy pewnie nas zrozumieją 🙂

Słów kilka dla ciekawskich:

Warto pamiętać, że Izrael, szczególnie zaś Jerozolima, gdzie coś takiego, jak sezon wysoki i niski de facto nie istnieje. Podobnie jest w Rzymie. Spowodowane jest to wielowiekową historią i tym, że Jerozolima jest stolicą nie jednego wyznania. Miasto to będzie zawsze odwiedzane przez turystów, bez względu na standardy oferowane np. w miejscach noclegowych, lokalach gastronomicznych i ceny biletów lotniczych itd. Poza tym pamiętajmy, że Izrael jest BARDZO drogim miejscem i co do zasady ciężko jest rozróżnić miejsca tam na te tańsze i droższe, bo po prostu wszystko jest tam drogie. Więc nie da się tam wydać naprawdę mało funduszy. Niech każdy sobie to weźmie do serca zanim zdecyduje się tam jechać. Ponadto, mówimy to ze względu na fakt, że Wasze oczekiwania mogą się nieco rozjeżdżać z rzeczywistością, szczególnie mowa tu o noclegach. Dlaczego to mówimy? A no dlatego, że za noclegi zapłacicie DUŻO, niekiedy BARDZO DUŻO, jednak, szczególnie w przypadku Jerozolimy, jakość nie idzie w parze z ceną. Właściciele hoteli, hosteli wykorzystują bowiem fakt, że Jerozolimę, tak samo jak Rzym, turyści będą zawsze odwiedzać, bez względu na to, jaki np. oferują standard. My tym razem, po naszych przeżyciach przy okazji poprzedniej wizyty w Izraelu, kiedy to spaliśmy 2 noce w Jerozolimie, zdecydowaliśmy się na nocleg w Tel Avivie. Biorąc pod uwagę poprzedni raz, kiedy to 2 noce nie zmrużyliśmy oka przez muszki pustynne, spaliśmy w pokoju mocno odbiegającym od zdjęć zamieszczonych w Internecie, a zapłaciliśmy za nocleg w Jerozolimie naprawdę dużo, decyzja o noclegu w Tel Avivie była lepszą decyzją, na pewno też tańszą.  Zaś do Jerozolimy z Tel Avivu autobusem dojedziecie w godzinę za 8 szekli w jedną stronę zielonym autobusem. Ceny noclegów hostelach w Tel Avivie są przynajmniej o połowę niższe niż w Jerozolimie, standard o niebo lepszy, choć doskonale i tak nie jest. Pociąg z lotniska do centrum Tel Avivu to wydatek rzędu 18 szekli, więc nie należy do najtańszych, ale jesteśmy w Izraelu, tu NIC nie jest tanie. Falafel na targu w Tel Avivie to 6 szekli, podczas gdy w Jerozolimie to drugie tyle.

Mimo wszystko, my z przyjemnością wróciliśmy do Izraela. Po pierwsze potraktowaliśmy to jako stopniową aklimatyzację do chłodniejszych niż w Azji Południowo-Wschodniej temperatur, po drugie miły przystanek po drodze do domu. Jerozolima jednak, jakiegokolwiek byśmy nie byli wyznania, robi zawsze piorunujące wrażenie i jest to miasto absolutnie wyjątkowe. Zawsze chętnie będziemy tu wracać i co do tego nie mamy wątpliwości.

Tak kończymy opis naszego ostatniego przystanku podczas naszej 3tygodniowej podróży po Azji. Szykujemy ostatni wpis, podsumowujący, w którym opiszemy koszty, najciekawsze naszym zdaniem miejsca, które odwiedziliśmy, a także wrzucimy krótki filmik zawierający najbliższe naszym sercom momenty z wyprawy, który właśnie montujemy 🙂 Już niebawem będziemy tu znowu, a potem…szykujemy wpisy z naszych wielokrotnych europejskich wypadów, których dotąd tu nie zamieszczaliśmy, a doszliśmy do wniosku, że może jednak warto rozszerzyć nasz blog o Europę, co będzie w naszym przypadku i w przypadku naszych bardzo licznych wypadów, sporym przedsięwzięciem 🙂

Galilea, Północne Wybrzeże, Tel Aviv!

Po wizycie nad Morzem Martwym, gdzie słońce i pustynne powietrze dało nam dość dobrze w kość, udaliśmy się drogą wzdłuż granicy z Jordanią nad Jezioro Galilejskie, gdzie po kąpieli w Jeziorze, przypominającym rzeczywiście bezkresne morze, spędziliśmy w Tyberiadzie wieczór – Szabat, czyli dzień święty w Judaizmie trwający od piątkowego zmierzchu i do zmierzchu w sobotę. Żydzi okazują się bardzo zasadniczy w dzień Szabatu także w interesach – istnieje zasada, że Żyd w Szabat nie może przyjmować pieniędzy, używać elektryczności, toteż Żyd, od którego wynajmowaliśmy pokój nie chciał od nas przyjąć pieniędzy za nocleg, prosił by zostawić je na stole i odbierze po Szabacie, gdy wprowadzał nas do pokoju, poprosił, by to Piotrek zapalił światło, gdyż on nie może. Szabat to jednak dla turystów martwy dzień – wszystko jest pozamykane, komunikacja miejska nie działa, w knajpach stołują się całe żydowskie rodziny, sklepy są pozamykane i można coś kupić jedynie w sklepie muzułmańskim, centrum miasta żyje swoim życiem. Sama Tyberiada nas w sumie nie zachwyciła i Szabat z tym zbyt wiele nie miał wspólnego, ale bezkresne Jezioro Galilejskie robi wrażenie.

IMG_20150807_175256

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

IMG_20150807_172714
Rano ruszyliśmy na górę Tabor, skąd rozpościera się przepiękny widok na okolice, dalej zaś do Nazaretu, gdzie znajduje się przepaskudna bazylika, nie wiemy, czym kierował się architekt, ale mówią, że o gustach się nie dyskutuje 🙂 Poniżej Góra Tabor :

IMG_20150808_092943

IMG_20150808_094937

I Nazaret:

IMG_20150808_111138

IMG_20150808_112438
Po wizycie w Nazarecie udaliśmy się nad wybrzeże i dalej na północ ku granicy z Libanem. Zatrzymaliśmy się 6 km od granicy, która notabene jest zamknięta, na plaży w parku narodowym Achziv – wstęp płatny, podobno są tu żółwie morskie, nie zarejestrowaliśmy ani jednego, mimo wszystko postanowiliśmy trochę odpocząć i zażyć kąpieli morskiej w lagunie. Żółwi nie ma, ale i tak jest całkiem przyjemnie, a bezpośrednia bliskość Libanu strasznie nas intrygowała 🙂

IMG_20150808_163131

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

Rozpusta nie trwa wiecznie, tym bardziej w naszym przypadku, gdy zawsze chcemy zobaczyć jak najwięcej nie ma czasu na odpoczynek na urlopie, ruszyliśmy w drogę na południe do Akki – przemiłe nadmorskie miasteczko, meczety, mury obronne, miła nadmorska promenada. Warto wstąpić!

IMG_20150808_171633

IMG_20150808_171848

IMG_20150808_180006

IMG_20150808_173625

IMG_20150808_180550
Na wieczór dotarliśmy do Hajfy, gdzie nie obyło się bez nieprzyjemnej kłótni z właścicielem hostelu, w którym mieliśmy rezerwację, a który w ciężkim stanie upojenia zapomniał, który pokój należy do nas i nie był w stanie ogarnąć, w jakim pokoju mamy spać, ostatecznie jednak sytuację opanował trzeźwy ojciec właściciela. Widać dla niektórych Szabat się lekko przedłużył. Hajfa jest przepiękna, szkoda tylko że w nocy park jest zamykany, ale nawet spod bramy i z ławki z winem w ręce wygląda zdecydowanie pięknie 🙂 Warto się jednak przyzwyczaić do widoku gigantycznych karaluchów biegających po chodniku 🙂

IMG_20150808_192257

IMG_20150809_074213

Następnego dnia z samego rana udaliśmy się już do Tel Avivu, gdzie musieliśmy oddać auto i skąd mieliśmy lot powrotny do Katowic. Najpierw zaliczyliśmy starą część Tel Avivu, czyli Jaffę, gdzie można pospacerować wśród urokliwych uliczek i starym kamieniczek – bardzo ładne miejsce. Skąd też rozpościera się widok na nowoczesną część Tel Avivu, pełną wieżowców i drapaczy chmur.

IMG_20150809_105439

IMG_20150809_105321

IMG_20150809_100945

IMG_20150809_104820

IMG_20150809_100958

Po zwiedzeniu Jaffy oddaliśmy samochód w samym centrum Tel Avivu i wraz z plecakami udaliśmy się na plaży, wiedząc, że nasz samolot odlatuje dopiero wieczorem, dzięki czemu mamy wciąż sporo czasu. 3 godziny na plaży w wodzie w pełnym słońcu, gdy zapomnieliśmy zupełnie o zegarku i upływającym czasie zrobiły swoje, dalej już ledwo mogliśmy nosić nasze plecaki, słońce nie było łaskawe dla naszej skóry i pleców 🙂

IMG_20150809_121204
Dalej zaliczyliśmy jeszcze pobliski targ, gdzie zaopatrzyliśmy się w kilka specyfików z błota z Morza Martwego i ruszyliśmy do Azrieli Center Circular Tower, czyli 187 m wieżowca, skąd rozpościera się miły dla oczu widok na Tel Aviv. O dziwo nikt nie kazał nam płacić za wjazd windą i podziwianie panoramy miasta – jak na Izrael dość zaskakujące.

IMG_20150809_154019

IMG_20150809_171958

IMG_20150809_173009

IMG_20150809_173553
I w ten oto sposób zakończyliśmy zwiedzanie Izraela. Udaliśmy się na lotnisko i znów po 5 h lotu byliśmy w Katowicach, szczęśliwi, że udało nam się zrealizować kolejne nasze marzenie i odhaczyć kolejny punkt na naszej magicznej liście.
CZAS NA MAŁE PODSUMOWANIE 🙂 :
Izrael sam w sobie jest naprawdę drogi, trzeba o tym pamiętać, gdyż fakt, że kupi się tanie bilety, o które teraz nie jest trudno (prócz Wizzaira, Ryanair uruchomił wreszcie połączenie z Krakowa do Ejlatu w Izraelu nad Morzem Czerwonym- bilety w bardzo atrakcyjnych cenach) nie oznacza, że będzie to tani wyjazd. Koszty podstawowych produktów już przytaczaliśmy poglądowo wyżej, ale przy okazji warto przytoczyć – auto wynajęliśmy na 2 dni, mieliśmy limit dzienny 250 km, po przekroczeniu którego dopłaca się za każdy dodatkowo przebyty kilometr. Zmieściliśmy się w 495km, więc na styk, dzięki czemu za sam samochód zapłaciliśmy 160zł za dzień, czyli 320zł. Litr paliwa w Izraelu kosztował w sierpniu 6,5zł. Noclegi tak naprawdę najtańsze są właśnie w środku lata, kiedy upały najbardziej dają w kość. Wtedy też jest najmniej turystów – my ani razu nigdzie nie staliśmy w żadnej kolejce, nawet w Jerozolimie w Bazylice Grobu Pańskiego, gdzie kolejka to standard. Turystów praktycznie nie było, przyjeżdżają oni raczej, gdy temperatury są niższe. Zatem wyjazd w sierpniu ma swoje niewątpliwe plusy, ale także minusy w postaci skwaru i żaru lejącego się z nieba. Należy pamiętać zawsze o Szabacie – najgorzej, gdy ma się rozbudowane plany w Szabat i nie posiada się auta – transport publiczny albo kursuje bardzo rzadko albo wcale. Niech nas także nie dziwi wszechobecne wojsko i 18letnie dziewczyny i chłopcy z karabinami – w Izraelu bowiem jest powszechny obowiązek służby wojskowej, każdy obywatel musi więc w wojsku swoje odbębnić. Z wojskowymi zaś lepiej nie dyskutować, gdyż uważają się oni za bogów i mają dość wysokie poczucie własnej wartości.
Niech Was nie dziwią ceny hosteli w Jerozolimie i to, co się w tej cenie zawiera. Standard wielokrotnie pozostawia wiele do życzenia, o czystości nie wspomnimy, ale niestety jest to takie miejsce, gdzie turyści zawsze będą walić drzwiami i oknami, więc jak strasznie by nie było, każde miejsce w każdym hostelu, kwaterze itd. się sprzeda, po co więc się starać i zapewniać gościom lepsze warunki…Uczulamy na muszki pustynne – my pałamy niemal nienawiścią do tych wstrętnych stworzeń po dwóch nieprzespanych przez nie nocach 🙂 Przestrzegamy też przed tym, by nie wchodzić w drogę ortodoksyjnym Żydom – nie są to ludzie, którzy czułym okiem spoglądają na turystów, tym bardziej roznegliżowanych, robiących im bezczelnie zdjęcia. Nie raz można za to po prostu oberwać. Odrobina szacunku i usuwanie się na bok popłaca.
My osobiście jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się wreszcie dotrzeć do Izraela i tyle zobaczyć w ciągu 4,5 dnia, które tam spędziliśmy. Gdybyśmy nie mieli samochodu, byłoby to raczej niemożliwe, udałoby nam się zrealizować może połowę tego, co zobaczyliśmy, tym bardziej, że w połowie naszej podróży wypadał Szabat, a wtedy funkcjonowanie państwa jest zaburzone. Izrael, choć niezwykle kosztowny, to fantastyczne miejsce i pomijając już najważniejsze miejsca kultu w religii chrześcijańskiej, ma swój niesamowity klimat i charakterystyczny wygląd. Jest to także bardzo zadbane miejsce, przez co odczucia estetyczne są o niebo lepsze niż w niejednym miejscu w Europie. Ludzie może nie należą do najsympatyczniejszych na świecie, raczej do tych z zadartą wysoko do góry głową, ale nikt nie każe z nimi wchodzić w bliższe relacje. Zaś niewątpliwie Izrael to miejsce, skąd nie chce się wyjeżdżać i gdzie chce się wracać. I takim pozostanie właśnie dla nas … 🙂

 

PS. Już w najbliższy piątek ruszamy w 1,5 tygodniową podróż do Meksyku, skąd regularnie będziemy wrzucać tu posty i zdjęcia, zapraszamy do śledzenia 🙂

Jerozolima i Morze Martwe!

Izrael od lat był jednym z naszych większych marzeń, do którego realizacji długo dążyliśmy. Z marzeniami jednak, jak wiadomo, różnie bywa, niestety nie na każde można sobie pozwolić w danym momencie, ważne jednak, by do jego spełnienia skrupulatnie dążyć i nigdy się nie poddawać.

Bilety do Izraela bardzo długo były poza naszym zasięgiem – głównie ze względu na horrendalnie wysokie ceny. Wiedzieliśmy też, że sam bilet to nie wszystko, na miejscu trzeba wydać równie, o ile nie jeszcze więcej. Ostatecznie jednak nasze marzenie, które od lat siedziało nam w głowach udało się kroczek po kroczku zrealizować i udało nam się nabyć naprawdę tanie bilety do Tel Avivu. Wszystko dzięki otwartemu wreszcie połączeniu Wizzaira z Katowic (dostępne także połączenie z Warszawy) do Tel Avivu – loty 2 razy w tygodniu. Mieliśmy lecieć jeszcze w marcu – dorwaliśmy bilety za zaledwie 160pln, jednak koleje naszego losu zdecydowały o tym, że wtedy do samolotu nie wsiedliśmy. Nie zamierzaliśmy jednak odpuścić, bilety kupiliśmy ponownie na sierpień, mając świadomość, że temperatura w Izraelu w lecie jest nie do wytrzymania, jednak nie mogliśmy sobie darować tego, że nasze marzenie przeleciało nam tak łatwo koło nosa, zacisnęliśmy pięści i portfele i postanowiliśmy jechać tym razem bez względu na wszystko.

Tym razem wydaliśmy ok. 130 zł za bilety Katowice-Tel Aviv-Katowice, toteż cena była wyraźnie atrakcyjna. Byliśmy o krok bliżej ku realizacji jednego z punktów na naszej liście miejsc, które bardzo chcemy odwiedzić. Pozostało już tylko spakować się w małe plecaki, wsiąść w samolot i w drogę!

Tak też się stało, wsiedliśmy w samolot i ruszyliśmy przez przestworza, będąc już tylko o krok od miejsca, o którym śniliśmy od lat.
Lot trwa niemal 5 godzin, start nieco opóźniony (przy okazji bardzo skrupulatna kontrola bagażu, służba lotniskowa, gdy widzi, że ma się bilet do Izraela, przetrzepuje bagaż bardzo dokładnie), przylot niestety był w okolicach godz. 23, przez co ledwie zdążyliśmy na autobus do Jerozolimy, ostatni tego dnia. Zarezerwowany mieliśmy hostel w obrębie murów Starego Miasta Jerozolimy, w dzielnicy chrześcijańskiej. Na miejsce dotarliśmy tuż po 1 w nocy, dzwonek do drzwi niewiele dawał – w nocy nikt na recepcji nie zwraca uwagi na to, że ktoś chciałby się zameldować, sen ważniejszy od klienta- warto uzbroić się w cierpliwość. Ostatecznie recepcjonista się obudził, wielce obrażony wpuścił, okazało się, że nasz pokój, mimo że powinni nam go dalej trzymać, został powierzony innym gościom, na szczęście dał nam mniejszy pokój w tej samej cenie, z łazienką, gdzie mieliśmy być sami – brzmiało całkiem fajnie, tym bardziej, że byliśmy dość padnięci tym dniem – rano praca, potem dojazd do Katowic, lot, dojazd z Tel Avivu do Jerozolimy, środek nocy, upał. Nie wiedzieliśmy jeszcze jak ciężka to będzie noc.
Przy okazji hostelu – niech nikt się nie łudzi, że jakimś cudem uda Wam się znaleźć nocleg w hostelu w fajnej lokalizacji, przystępnym standardzie i miłej dla portfela cenie. W Izraelu NIC nie jest miłe dla portfela – za butelkę wody w sklepie płaci się 8 zł, za falafela od 20 zł i to w dzielnicy muzułmańskiej w Jerozolimie, gdzie jest raczej najtaniej, za nocleg w Jerozolimie zapłaciliśmy jakieś 70 zł od osoby (tak niska cena tylko dlatego, że byliśmy w szczycie najwyższych temperatur, Jerozolima była niemal całkowicie pozbawiona turystów, teraz w styczniu ten sam pokój, który mieliśmy w tym samym hostelu kosztuje 300 zł od osoby ). Standard pozostawia wiele do życzenia, czystość tym bardziej. Tu nikt nie przejmuje się tym, co oferują gościom, wiedząc, że cokolwiek by nie mieli, miejsca i tak się sprzedadzą. Płaci się przede wszystkim za lokalizację. Karolina pierwsze co zrobiła w środku nocy, gdy przyjechaliśmy, zaczęła szukać latarką pluskw, przewracać pościel, materace, ku naszemu zaskoczeniu nic nie znaleźliśmy. Okazuje się jednak, że brak pluskw to niewielkie pocieszenie przy nieustannej obecności tzw. muszek pustynnych – wyglądem przypominających mini-komary, które nie pozwoliły nam zmrużyć oka przez kolejne 2 noce w Jerozolimie, przez co chodziliśmy po mieście jak zombie. Warto się przygotować na ich obecność, bo ich ugryzienia trzymały nam się jeszcze długo po powrocie. Co by jednak złego o naszym hostelu nie powiedzieć to jednak na dachu miał wielki taras (gdzie notabene można było spać w namiocie), a stamtąd taki oto widok na Meczet na Skale, w którym jesteśmy po prostu zakochani…

IMG_5523

A taki widok powitał nas rano, wprost na Bazylikę Grobu Pańskiego – miejsca, które na wyznawcy każdej religii – czy to na chrześcijanach czy Muzułmanach czy Żydach, ateistach, zrobi niesamowite wrażenie, ale o tym później.

IMG_5526
Swoją drogą większość budynków Starego Miasta ma na dachach tarasy z podobnymi widokami, ale jeśli ma się wybór co do hostelu, a ceny są w zasadzie takie same, lepiej wybrać ten z tarasem i jeść śniadanie z widokiem na Jerusalem.
Tutaj kilka słów dla tych, którzy w Jerozolimie nie byli – Stare Miasto podzielone jest na cztery suwerenne części – chrześcijańską, w której jest względy porządek, ale ceny jak najbardziej żydowskie, żydowską – gdzie jest tak czysto, że aż sterylnie, porządek aż razi, roi się od ortodoksów krzywo patrzących na turystów, ale też od Żydów próbujących naciągnąć turystów (to już niemal standard, mamy już chyba uczulenie na tego typu sytuacje ) , ormiańską – która w sierpniu była dość gruntownie remontowana i muzułmańską – gdzie jest przysłowiowy bród, smród, kiła i mogiła, czyli muzułmański standardzik.
Uliczki Starego Miasta są przepełnione straganami, przez co w ciągu dnia nieco umyka atmosfera historycznego Jerusalem, z drugiej jednak strony ma to swój swoisty urok i charakter. Choć wszędzie jest mnóstwo kiczowatych pamiątek, naciągaczy, trzeba przepychać się wąskimi uliczkami i wchodzić między kolejne stragany by dotrzeć np. pod ścianę płaczu, to jednak teraz po dwóch dniach spędzonych w samej Jerozolimie, czuliśmy się po zamknięciu straganów nieswojo, gdy uliczki stawały się tak puste. Tak wygląda jeszcze niewybudzona ze snu Jerozolima:

IMG_5543

IMG_5548

IMG_5761
By zaś wejść pod słynną Ścianę Płaczu, należy przejść rutynową kontrolę, cały dobytek dać do prześwietlenia na taśmę, samemu przejść przez bramki. Wejście na plac, gdzie zlokalizowana jest Ściana Płaczu jest absolutnie niemożliwy bez poddania się kontroli. Tak samo jest z resztą w przypadku chęci wejścia na Wzgórze Świątynne (Meczet na Skale, Ali Aksa).
Po poddaniu się kontroli wchodzi się na plac – Mężczyźni mogą wziąć sobie za darmo myckę, które leżą na stoliczkach dookoła placu, można również pożyczyć Torę, kobiety muszą koniecznie mieć przykryte ramiona i kolana – skromny wygląd to podstawa, bez tego kontrolerzy nie wpuszczą. Ściana Płaczu podzielona jest na dwie części – ogrodzona, szeroka, długa lewa strona wraz z wewnętrzną częścią – przeznaczona dla mężczyzn oraz króciutka prawa strona przeznaczona dla kobiet, odgrodzona od mężczyzn wysokim ogrodzeniem. Nie ma możliwości, by dana płeć weszła do sektora przeznaczonego dla płci przeciwnej. Niesamowity jest widok Żydów będących w modlitewnym transie, wyjących i kiwających się do przodu i do tyłu. Tak jakby nie istniał żaden inny świat prócz tego fragmentu ściany. Bądź co bądź święte dla judaizmu miejsce. Należy więc okazać tu należyty szacunek i nie przeszkadzać w modlitwie.

IMG_5551

IMG_5562

IMG_5560

IMG_5576
Będąc pod Ścianą Płaczu koniecznie należy wejść na Wzgórze Świątynne, gdzie znajduje się Meczet Ali Aksa i Meczet na Skale – wejście po lewej stronie stojąc na wprost Ściany Płaczu nadziemnym drewnianym korytarzem, na końcu podestu kontrola osobista. Wejście na teren Wzgórza Świątynnego tylko pod warunkiem zakrycia ramion, nóg po kostki. Wzgórze Świątynne jest, co tu dużo mówić, po prostu piękne. Meczet Na Skale onieśmiela swoją urodą, zaś widoki ze Wzgórza na przeciwległe zbocze, gdzie znajduje się potężny Cmentarz Żydowski, daje do myślenia.

PS. Wstęp do meczetów dla NIE-muzułmanów zabroniony

IMG_5590

IMG_5596

IMG_5610

IMG_5626

IMG_5593

IMG_5620

IMG_5630

Tutaj zaś wspomniana sterylna Dzielnica Żydowska, czuliśmy się trochę jak intruzi, choć dwóch Żydów do nas nawet podeszło, co nas mocno zaskoczyło i zastanowiło, ostatecznie okazało się oczywiście, że po kilku zdaniach miłego wstępu, chcieli nas po prostu oskubać, my jednak dzielni i wprawieni nie daliśmy się i poszliśmy w przeciwną stronę 🙂

IMG_5646

IMG_5666
Dzielnica muzułmańska wygląda już nieco inaczej, co nie trudno zauważyć 🙂 Mają jednak pyszne falafele i najtańszy w Jerozolimie sok wyciskany z granatów i pomarańczy – PYCHA! Tutaj jednak tłum i wrzask staje się już nie do wytrzymania.

IMG_5580

IMG_5685

IMG_5681
Opuściliśmy mury Starego Miasta i udaliśmy się autobusem spod bramy damasceńskiej do Palestyny, do Betlejem.

IMG_5692

Udało nam się dostać do Palestyny bardzo sprawnie, autobus (4,60 szekla, czyli ok. 5zł), jechaliśmy ok. 40 min, autobus jednak zatrzymuje się dość daleko od atrakcji turystycznych, konieczne stało się skorzystanie z taksówki (nam udało się zejść do 30zł, ale pewnie można było dorwać dużo taniej) – należy pamiętać, by się mocno targować, w Palestynie nikt się o to nie obraża, inaczej jest w przypadku Jerozolimy – foch jest na porządku dziennym 🙂
Kilka zdjęć z Betlejem, będącego częścią Palestyny, muzułmanie są tu raczej pokojowo nastawieni, po długiej wymianie zdań z taksówkarzem widać, że naprawdę ich boli, że są kojarzeni z terrorystami, przez co liczba turystów spada z roku na rok, oni zaś nie mają przez to z czego żyć.

IMG_5755

IMG_5708

IMG_5711

IMG_5737
Po powrocie do Jerozolimy tym samym środkiem transportu, ruszyliśmy na Górę Oliwną, zahaczając po drodze o Ogród Getsemani (otwarte do godz. 18!!!), podejście na szczyt może nie jest najlżejsze, jednak warte trudów, gdy zobaczy się na wprost siebie Starą Jerozolimę w pełnej okazałości…Widoki zapewne o niebo lepsze o wschodzie słońca, my jednak nie mieliśmy czasu wczołgiwać się tu z samego rana, późnym popołudniem też jest pięknie, choć zdjęcia tego nie oddają 🙂

IMG_5767

IMG_5768

IMG_5793

IMG_5795

Wieczorem zaś spacer poza granicami Starego Miasta przy zamkniętej dla ruchu samochodowego Yafa Street wieczorem, gdzie zastaliśmy niewyobrażalne tłumy ludzi, policji, huk – nocne życie w pełni.

IMG_5829
Z samego rana, po kolejnej niemal nieprzespanej nocy (muszki pustynne to chyba najbardziej upierdliwe stworzenia tego świata!), ruszyliśmy przez opustoszałe miasto do Bazyliki Grobu Pańskiego. Przy okazji warto wspomnieć o Drodze Krzyżowej, czyli trasie, gdzie ona przebiegała setki lat temu – tablice upamiętniające Drogę Krzyżową są wielokrotnie niezauważalne, umieszczone między straganami w dzielnicy muzułmańskiej, w przydrożnej kapliczce, wmurowane w ścianę domu, przechodzi się przez tłumy muzułmańskich okrytych kobiet, biegających i wrzeszczących dzieciaków, potrąca się kolejne stragany uginające się pod towarem – ogólnie zero atmosfery. Co zaś się tyczy Bazyliki Grobu Pańskiego – trzeba się sporo nagimnastykować, by znaleźć do niej drogę między straganami. Długo błądziliśmy choć miasto jeszcze spało, by dotrzeć na miejsce, ścieżka jest słabo oznakowana, każdy z przechodniów mówi co innego, droga zaś naprawdę zawiła. Jak się dociera przed samą Bazylikę, placyk przed nią jest tak mały, a bazylika od frontu tak niepozorna, że ciężko jest się zorientować, że to już TO miejsce. To TU właśnie znajduje się Grób Pański, Golgota, Kamień Namaszczenia i wiele innych. Bazylika robi sama ogromne wrażenie nie tylko ze względu na to, co się w niej znajduje, ale jej rozmieszczenie, zawiłość i tysiące korytarzy sprawiają, że ma w sobie coś niesamowitego. Nie jest przesadą stwierdzenie, że łatwo się tu zgubić i należy ją zwiedzać z mapą. Ktokolwiek tam będzie, przekona się na własnej skórze.

IMG_20150807_072057

IMG_20150807_072337

IMG_20150807_073834

IMG_20150807_081155

IMG_20150807_080550
Po zwiedzeniu najważniejszych punktów w Jerozolimie, zabraliśmy swoje rzeczy z hostelu i ruszyliśmy do wypożyczalni aut, gdzie mieliśmy już zarezerwowany samochód. Należało pożegnać się z niesamowitą Jerozolimą i ruszyć przez pustynne przestworza w kierunku Morza Martwego. Prócz spotykanych od czasu do czasu plantacji bananów, krajobraz był istnie księżycowy, a temperatura tak męcząca (42 stopnie, zero wiatru, zero chmur), że ciężko było zastać na drodze żywą duszę.
Dotarliśmy do najniższego punktu ziemi -418 m p.p.m. i choć temperatura jeszcze wzrosła i ciężko było oddychać, woda Morza Martwego zaś nie dawała żadnego orzeźwienia, nie mogliśmy nie wejść i nie pounosić się choć chwilę na wodzie. Nie żartował ten, kto mówił, że nie da się tu pływać – woda cały czas unosi człowieka na powierzchni. Idealne miejsce dla kogoś, kto nie potrafi pływać, pod warunkiem, że jest w stanie znieść ukrop i zaduch 🙂 Kąpiel błotna również zaliczona!

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

IMG_20150807_144622

Dalej podążyliśmy ku Galilei, o czym w następnym poście 🙂