PODSUMOWANIE WYJAZDU DO AZJI 2015 – TAJLANDIA, KAMBODŻA, WIETNAM!

Kolejny raz nadszedł czas na to, by podsumować naszą wyprawę, tym razem tą do Azji. Ponownie sprawiło nam to nie lada problem, bo pewnych etapów wcale nie chce się zamykać. Tak samo było w przypadku zeszłorocznego wyjazdu do Ameryki Południowej. Tu jednak jest nieco łatwiej, gdyż w Azji byliśmy o połowę krócej – 3 tygodnie, podczas gdy w Ameryce Południowej spędziliśmy niemal 6 tygodni – kawał czasu z dala od domu, od bliskich, w zupełnie innym świecie, świecie, który nam się dużo bardziej podobał niż polskie realia.

Faktem jest, że mimo wszystko, Ameryka Południowa zrobiła na nas dużo większe wrażenie niż część Azji, którą zwiedzaliśmy w tym roku. Wynika to głównie z tego, że w Ameryce Południowej obracaliśmy się przede wszystkim pośród cudów natury – rajskie plaże Rio w Brazylii, cudowne wodospady na granicy Brazylii i Argentyny, monumentalne, ośnieżone szczyty Andów, niesamowita pustynia Atacama, pustkowia na wysokości prawie 5 tys. m n.p.m. w Boliwii, w końcu lasy i puszcze w Peru. Ameryka Południowa zachwyca swoją wciąż nieskalaną tłumami turystów naturą i widokami pośród pustki. Mieliśmy szansę w wielu miejscach być zupełnie sami lub tylko w niewielkim gronie.

W Azji zaś to, co widzieliśmy, to przede wszystkim miasta, cywilizacja, tłumy. Tłumy, które po pewnym czasie aż męczą. Huk skuterów i zgiełk przepełnionych ulic, mnóstwa turystów i wszechobecny duszący smog. Walka o przejście z jednego końca jezdni na drugi, kiedy to niejednokrotnie trzeba po prostu zamknąć oczy i iść przed siebie nie bacząc na to, co nas spotka po drodze. Nie było w zasadzie miejsca, gdzie nie byłoby innych turystów. Nawet te rejony, które w przewodnikach uchodziły za pozbawione turystów, w rzeczywistości są nimi przepełnione. Nie chcemy oczywiście w żaden sposób odbierać uroku tej części Azji, którą zobaczyliśmy, bo oczywiście ma to swój urok , wiemy też, że to, co zobaczyliśmy to tylko malutka cząstka ogromnego kontynentu, na którym niewątpliwie znajduje się mnóstwo zapierających dech w piersiach miejsc, które jeszcze kiedyś będziemy chcieli eksplorować. Jednak Azja a Ameryka Południowa to dwa całkowicie odrębne, różne kontynenty. Inne są miasta, inni są ludzie, inne są widoki i atrakcje.

Kolejny raz, tak jak w przypadku podsumowania wyjazdu do Ameryki Południowej, postanowiliśmy usiąść przy winie i wybrać kilka „naj” spośród miejsc, które mieliśmy szansę odwiedzić.

1. PAŃSTWO, KTÓRE ZROBIŁO NA NAS NAJWIĘKSZE WRAŻENIE – KAMBODŻA
Co tu dużo mówić – pomijając niesamowite Angkor Wat, Kambodża różni się nieco od Tajlandii i Wietnamu. Tu ludzie wydają się dużo bardziej uprzejmi, pomimo biedy uśmiechnięci i starający się mimo wszystko cieszyć każdym dniem, który mogą razem przeżywać. Turysta nie jest dla nich okazją do zarobienia dużo większej kasy, tak jak w Wietnamie. Próbując się wdrożyć nieco w historię kraju, szczególnie tą podczas reżimu Czerwonych Khmerów – naród ten naprawdę przeżył swoją tragedię, która przecież jest jednak wciąż dosyć świeżą sprawą, jednak starają się jakoś wybić, a ich uprzejme i ciepłe uśmiechy napawają optymizmem.

IMG_6967

IMG_6909

IMG_7372

IMG_0764

IMG_7248

IMG_7449

IMG_7399

2. MIASTO, KTÓRE ZROBIŁO NA NAS NAJWIĘKSZE WRAŻENIE – BANGKOK
Ciężko było dokonać tego wyboru, gdyż widzieliśmy sporo miast i w każdym z nich spodobało nam się co innego. Ważąc jednak plusy i minusy miast wybraliśmy Bangkok. Bangkok, pomimo swojego ogromu (grubo ponad 8 mln ludzi zamieszkałych w mieście), wielkiego gwaru miejskiego oraz wszędzie obecnych tuk-tuków oraz skuterów, posiada także wiele miejsc świątynnych oraz kompleksów kipiących złotem i zdobieniami, które są zresztą bardzo dobrze zachowane i restaurowane na bieżąco. Poza tym tajski masaż stóp na ulicach Bangkoku to coś co bardzo przypadło nam do gustu 🙂

IMG_6265

IMG_6399

IMG_6362

IMG_6283

IMG_6369

IMG_6471

3. NAJDZIWNIEJSZE, CO UDAŁO NAM SIĘ ZJEŚĆ – SKORPION
No może nie nam wszystkim, bo jedli tylko Piotrek, Kamil i Kondzio, jednak jednogłośnie stwierdzili, że nie była to rzecz, której zjedzenie chcieliby powtórzyć. Pancerzyk bardzo wchodził w zęby i był cholernie twardy. Kobieta, która sprzedawała skorpiony na ulicy w Bangkoku oblizywała palce i jadła skorpiona z uśmiechem – trudno stwierdzić, czy to jej ulubione danie, czy też chwyt marketingowy – cóż, o gustach się nie dyskutuje 🙂

IMG_6514

IMG_6518

IMG_6529

4. NAJDZIWNIEJSZE, CO UDAŁO NAM SIĘ WYPIĆ – WÓDKA Z WĘŻEM
Dla nas, Europejczyków, dziwne, w Azji wąż jest przysmakiem. Pija się wódkę, w której zatopiony jest wąż, pija się drinki z wciąż bijącym jeszcze sercem węży, je się mięso węży. Spróbować trzeba, my spróbowaliśmy tylko wódki z wężem podczas jednej z kolacji w Sajgonie. Buteleczkę kupiliśmy na targu w Sajgonie – fakt, trzeba było się ostro targować, bo wiadomo, że dla turysty to nie lada atrakcja, za którą są w stanie wiele zapłacić, a Wietnamczycy o tym dobrze wiedzą. Wódka sama w sobie – bardzo mocna, ostra woń spirytusu, kolor rudawy, smak – dyplomatycznie powiemy – może być.

IMG_20151016_201240

5. MIEJSCE (POZA MIASTEM), KTÓRE ZROBIŁO NA NAS NAJWIĘKSZE WRAŻENIE – ANGKOR WAT I AYUTTHAYA
To chyba dla nikogo nie jest zaskoczeniem. Angkor Wat, choć po prostu oblegane przez turystów od samego świtu, robi niesamowite wrażenie. Ogrom świątyń z przed wielu wieków, ich idealna konstrukcja, która pozwoliła na to, że świątynie zachowały się w takim stanie do dziś, płaskorzeźby, potężne drzewa i ich korzenie oplatające mury świątyń, dzikość przyrody współżyjącej do dziś ze świątyniami…widoki zapierają dech w piersiach i murów nie chce się opuszczać…

IMG_0578

IMG_7028

IMG_6955

IMG_7049

IMG_7002

Ayutthaya robi nie mniejsze wrażenie, tym bardziej, że udało nam się nawet być w jednej ze świątyń bez towarzystwa wścibskich turystów. Wszechobecne posągi Buddy i czerwone mury wielowiekowych świątyń otoczone azjatycką roślinnością także uderzają swoim pięknem, a atmosfera jest niepowtarzalna. Polecamy wypożyczenie rowerów i objechanie świątyń na własną rękę!

IMG_6704

IMG_6612

IMG_6695

6. NAJPIĘKNIEJSZA PLAŻA – KOH RONG ISLAND (KAMBODŻA)
Tak naprawdę nie zobaczyliśmy po drodze zbyt wielu plaż, a na pewno znalazłyby się ładniejsze od tych na Koh Rong. Jednak nie plażowanie było naszym celem podczas tej podróży, czas niestety naglił, a chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej w tak krótkim okresie czasu, jakim dysponowaliśmy. Kostek i Bartek dotarli ostatecznie przez dżunglę na drugą stronę wyspy i zobaczyli jeszcze piękniejszą plażę toteż tutaj wrzucamy zdjęcia tak nasze, jak i Kostka z plaż na Koh Rong Island.

IMG_0778

IMG_0780

IMG_7292

IMG_7329

IMG_7265

IMG_7259

7. NAJFAJNIEJSZY ZWIERZ, JAKIEGO SPOTKALIŚMY – NO OCZYWIŚCIE, ŻE MAŁPY !
Nic innego nie mogło tutaj przebić małp, które spotkaliśmy na drodze podczas powrotu z Angkor Wat. Zatrzymaliśmy się na drodze i dosłownie obsiadły nasze rowery. Bezczelnie wyrywały nam jedzenie z rąk, jednak uroku im odmówić nie można. Ciężko było się ich potem pozbyć z naszych rowerów, nie miały za bardzo ochoty zejść z nich, przez co w zasadzie nasz odjazd się nieco opóźnił i tym samym złapała nas ulewa.

IMG_0674

IMG_7120

IMG_7118

IMG_7133

IMG_3643

8. NAJBARDZIEJ MALOWNICZE WIDOKI PODCZAS PODRÓŻY – HA LONG oraz NINH BINH
Bez dwóch zdań najładniejsze widoki, jakie ukazały się naszym oczom to zatoka Ha Long, a w niej ogromne skały porośnięte lasami, wynurzające się z wody niczym latające wyspy. Mieliśmy okazję podziwiać je o zachodzie i wschodzie słońca, co tylko potęgowało nasz podziw. Jest to oczywiście obowiązkowy punktu podczas pobytu w Wietnamie.

IMG_9052

IMG_9170

IMG_9077

IMG_9099
Innym miejscem, które zrobiło na nas wrażenie to widoki w okolicach Ninh Binh, które przemierzaliśmy na skuterach i łódkach. To, co ukazało się naszym oczom było równie zachwycające, co potwierdzają zdjęcia poniżej.

IMG_8823

IMG_8858

IMG_8683

IMG_8719

9. NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE – NOWOCZESNY SAJGON (HO CHI MINCH CITY)
Gdybyśmy rozpoczęli zwiedzanie Wietnamu od północy w kierunku południa nasze zaskoczenie byłoby jeszcze większe. Jednak także na samym początku Sajgon zaskoczył nas swoją okazałością i nowoczesnością. Oczywiście obrzeża miasta oraz okolice poza centrum wyglądają nieco gorzej, gdzie widoczna jest bieda oraz wszechobecny brud. Jednak samo centrum to bardzo nowoczesna metropolia z wieloma wieżowcami tętniąca nocnym życiem, z wieloma pięknie zagospodarowanymi skwerami i parkami oraz drogimi restauracjami. Ceny w ścisłym centrum również znacząco wyższe. Tym samym to Sajgon wygląda jakby był stolicą Wietnamu, bo przyznać trzeba, że Hanoi to takie miasto bez większego wyrazu.

IMG_7723

IMG_7872

IMG_7731

IMG_7756

IMG_7739

IMG_1261

10. NAJWYGODNIEJSZY ŚRODEK TRANSPORTU – NOCNE AUTOBUSY Z MIEJSCAMI LEŻĄCYMI i SKUTERY
Jesteśmy już chyba ekspertami jeśli chodzi o nocne autobusy – oszczędza się czas, dzięki temu, że podróżuje się w nocy, pieniądze – zamiast wydawać na nocleg i samolot po prostu spaliśmy w autobusie. Po drodze regularne przystanki na toaletę i jedzonko, kocyki, woda w cenie, czasem też karaluchy (w sumie tylko w autobusie w Kambodży były 🙂  ), ale mimo wszystko wygody odmówić nie można. Czasem dość przerażające widoki, gdy ten piętrowy autobus jedzie nad przepaścią w górach ledwo wyrabiając się na zakrętach, ale te momenty lepiej po prostu przespać 🙂
Skutery z drugiej strony mają jeszcze więcej uroku. Można zatrzymać się w każdym miejscu po drodze, przemierza się zachwycającą wietnamską prowincję, nie ma problemu z zaparkowaniem i wciśnięciem się w niedostępne dla aut i autobusów zakamarki.

IMG_20151016_214854

IMG_20151016_214941

IMG_20151017_192356

IMG_1507

IMG_1108

To tak w skrócie, gdyż kategorii można mnożyć, dodawać bez końca, lecz my wypisaliśmy, te które najbardziej zapadły nam w głowach. Czas jednak przejść do podsumowania liczb – kilometrów, kosztów, transportu itd. Pewnie nie jedną osobę, która wybiera się w te rejony, koszty interesują. A przyznać trzeba, że Azja wyszła nam taniej niż Ameryka Południowa. Tak naprawdę najwięcej tutaj zapłaciliśmy za lot z Polski do Bangkoku i potem z Hanoi do Polski. Faktem jest, że bilet do Ameryki Południowej udało nam się kupić w bardzo atrakcyjnej cenie – 1002 zł, co się bardzo niewielu udaje (normalnie bilety kosztują od 3,5tys. w górę). Toteż za Azję nieco przepłaciliśmy (od razu widać, że tym razem bilet ogarniał Piotrek 🙂 )- bilety nas obojga razem kosztowały 4567 zł liniami Qatar Airways ( Wawa-Doha-Bangkok i Hanoi-Doha-Wawa). Zatem widać, że bilety do najtańszych nie należały, tym bardziej, że akurat do Azji można wielokrotnie trafić na bardzo okazyjne ceny. Jednak dlaczego kupiliśmy je w takiej cenie nie będziemy tłumaczyć, było to wynikiem wielu decyzji i splotów wydarzeń, które nie są tu istotne 🙂
Prócz tego lotu w Azji mieliśmy wykupiony jeden lot liniami Air Asia – czyli azjatyckimi tanimi liniami z Bangkoku w Tajlandii do Siem Reap w Kambodży. Za lot zapłaciliśmy 235 zł za osobę. Dzięki temu oszczędziliśmy trochę czasu, gdyż transport z Bangkoku do Siem Reap autobusem okazał się być bardzo skomplikowany i przydługi, stąd też wybór padł na samolot.
W przypadku Ameryki Południowej nie były nam potrzebne żadne wizy, gdyż do każdego z odwiedzanych przez nas państw mogliśmy wjechać na 90 dni bez obowiązku posiadania wizy. W przypadku Azji było inaczej – niezbędna była wiza do Kambodży i Wietnamu, do Tajlandii obywatele Polski mogą wjechać bez wizy. Wiza do Kambodży – można wyrobić elektronicznie, wystarczy wypełnić przez Internet wniosek, uiścić opłatę w wysokości 150 zł za osobę, wiza przychodzi mailem. W przypadku wizy do Wietnamu, konieczna jest wizyta w ambasadzie Wietnamu w Warszawie. Tam składa się wniosek o wizę, zdjęcia, uiszcza opłatę w wysokości 250 zł za osobę, zostawić swoje paszporty i przyjechać za mniej więcej tydzień odebrać paszporty z wizami. Nasze paszporty zawiózł Tata Kamila, za co mu bardzo dziękujemy 🙂 odebrał je później Kondzio, każdy wizę grzecznie dostał.

Do tego zabraliśmy ze sobą dolary w gotówce – na nas obojga wzięliśmy ze sobą w dolarach, przeliczając na polską walutę – 3400zł. Ważne, żeby sporą część dolarów wziąć ze sobą w jak najmniejszych nominałach – najlepiej 1 USD, 5 USD. Przydaje się to na miejscu, gdzie nie wydają reszty w USD i chcą brać resztę dla siebie. Za wiele zaś rzeczy, np. Tuk tuka, taksówkę, pamiątki, płaci się w dolarach. Tak więc w Tajlandii i Kambodży płaciliśmy w dolarach, w Wietnamie zaś bardziej opłaca się płacić w lokalnej walucie, toteż wymienialiśmy w kantorze nasze dolary na dongi. Dodatkowo w Wietnamie, gdy skończyła nam się gotówka, wybieraliśmy jeszcze 1968 zł na naszą dwójkę. Ostatecznie, podsumowując wszystkie koszty wraz z biletami lotniczymi, wszelkim transportem, noclegami, wyżywieniem, wstępami do atrakcji turystycznych, wycieczkami itd. Wydaliśmy za naszą dwójkę 11 205 zł, czyli 5602,5 zł na osobę. Odliczając koszty lotów z PL do Azji wychodzi więc 6638 zł na naszą dwójkę, czyli 3319 zł na osobę. Widać więc, że wycieczka do Azji wyszła nam sporo taniej niż ta po Ameryce Południowej. Pamiętajmy jednak, że w Azji byliśmy 3 tygodnie zamiast 6, podróżowaliśmy też w 6 osób, co wielokrotnie obniżało koszty transportu – np. tuk tuki, taksówki, noclegi (np. wynajęcie całego domku w Koh Rong dzielone na 6 osób, a nie na 2). Jednak nie ulega wątpliwości, że Azja jest znacznie tańsza od drugiej półkuli. Same koszty życia tam- wyżywienie, noclegi, pamiątki itd. są dużo tańsze. Za nocleg ani razu nie płaciliśmy więcej niż 7 dolarów za osobę, a 7 dolarów to już było naprawdę dużo. Ceny za nocleg oscylowały raczej wokół 5 dolarów za noc. Za jedzenie płaciliśmy dosłownie kilka złotych mając talerze wypełnione konkretną górą pysznych, azjatyckich, ulicznych przysmaków.

Podsumowując, łącznie z dojazdem z Krakowa do Warszawy oraz z lotami z PL i z drogą powrotną zrobiliśmy 24 970 km, w tym po samej Azji 5 680 km. Zobaczyliśmy mnóstwo ciekawych, zupełnie innych niż w Europie miejsc. Azja okazuje się całkowicie odmienna od europejskich realiów – tak pod względem kulturowym, klimatu, ludzi, trybu życia. Nie ma się jednak, co dziwić, w końcu to druga strona półkuli – inna religia, historia, warunki. Zobaczyliśmy zapierające dech w piersiach świątynie buddyjskie kipiące od złota i wszelkich zdobień, gigantyczne metropolie przytłaczające ilością pojazdów na ulicach i ogromem nowoczesnych wieżowców, przepiękne plaże z krystalicznie czystą wodą, białym piaskiem i wielkimi rozgwiazdami na dnie, wspaniałe pałace królewskie ze wspaniale zachowanymi pamiątkami po monarchach, ale także przerażające więzienia i miejsca pamięci, świadczące o wielkim ludobójstwie w tej części świata, wszechobecne ślady wojny w Wietnamie i wynikające z przedwojennego podziału na Północ i Południe różnice społeczne i w podejściu do życia. Wróciliśmy ponownie pełni fantastycznych wspomnień i bogatsi o zupełnie inne doświadczenia, z nieco odmienionym podejściem do życia. Azja zachwyca w swój szczególny sposób i na pewno będziemy chcieli tam wrócić, by eksplorować kolejne części tego kontynentu, jednak naszym numerem jeden pozostaje wciąż Ameryka Południowa i to tam właśnie chcemy wrócić w pierwszej kolejności.

Tymczasem pozdrawiamy z lodowatej Polski, do której właśnie wróciliśmy z pięknej Portugalii. Już niebawem postaramy się uzupełnić bloga o wpisy z Izraela i Portugalii, także zapraszamy do zaglądania 🙂

Wasi mali podróżnicy – Karolina i Piotrek:)

IMG_2904

IMG_8846

IMG_9051

IMG_4165

IMG_9177

Phnom Penh – Stolica Kambodzy

Do Phnom Penh dojechalimy poznym wieczorem i jako, ze bylismy juz delikatnie zmeczeni, a wiedzielismy, ze nie mamy tu zbyt wiele czasu, pojechalismy prosto do hostelu. I tu kolejny raz musielismy toczyc zawziete boje o cene, bo w Kambodzy kierowcy sa nieugieci i strasznie ciezko sie z nimi targowac. Krotko mowiac – po prostu probuja wyciagnac jak najwiecej kasy od bialasow z Europy. Ostatecznie udalo nam sie wytargowac z kierowc tuk tuka i dotarlismy do hostelu.

Phnom Penh jest stolica Kambodzy od XIX wieku, kiedy to byl stolica poteznego imperium Khmerow, czyli jednego z najwiekszych mocarstw owczesnej Azji. Phnom Penh jest dosyc specyficznym miastem, wyroznia sie niebywalym chaosem, ktory ma swoisty urok. Ulice maja swoje nazwy tylko w scislym centrum, poza nim pozostaja tylko numery zamiast nazw.

Gdy wstalismy i zebralismy sie, by wyjsc z hostelu okazalo sie, ze trafilismy na swieto w Kambodzy, kiedy to mieszkancy maja w wiekszosci wolne od pracy. Mieszkancy Kambodzy maja cos w stylu 15 dni dla Buddy w kazdym miesiacu. Ostatnie 3 dni sposrod tych 15 to swieto, kiedy to caly swoj wolny czas nalezy poswiecic Buddzie, medytacji i spelnianiu dobrych uczynkow. W zwiazku z tym np lokalne bazary byly zamkniete, na ulicach mozna bylo zobaczyc raczej pustki.

Ostatecznie zwiedzanie rozpoczelismy od wiezienia Tuol Sleng, gdzie podczas rezimu Czerwonych Khmerow ok. 17 tys. ludzi bylo przetrzmywanych i torturowanych.

IMG_7332

IMG_7349

IMG_7355

Wiekszosc wiezniow to byli przeciwnicy polityczni panujacego rezimu, potencjalni liderzy wystapien przeciwko Pol Potowi, zolnierze. Ostatecznie wieziono tu tez kobiety, dzieci, starcow. Muzeum robi duze wrazenie, szczegolnie czesci opowiadajace o taktykach tortur stosowanych tutaj.

Dalej szukajac sniadania wyladowalismy na targu z zywnoscia, ktory mimo swieta byl otwarty. Syf niemilosierny, wszystkie odpady pod nogami, ale jestesmy w Azji, mozna to wybaczyc 🙂

IMG_7366

IMG_7369

Tacy kolezkowie pod nogami biegaja 😉

IMG_7386

Dalej tuk tuk zawiozl nas na obrzeza miasta do Pol Smierci, czyli miejsca kazni w Kambodzy, gdzie mordowano masowo i grzebano ofiary rezimu Czerwonych Khmerow. Przechodzi sie pomiedzy masowymi grobami, z ktorych do dzis podczas ulewy wyplywaja kolejne kosci i ubrania pogrzebanych…

IMG_7398

Ta stupa po sam sufit wypelniona jest czaszkami pogrzebanych…

IMG_7399

IMG_7402

Wizyta w tym miejscu trzeba przyznac robi wrazenie i sklania do refleksji…

Dalej wrocilismy do centrum. Upal byl nie do wytrzymania, ale wszystkie turystyczne atrakje sa tutaj czynne tylko do 17 wiec trzeba sie uwijac ze zwiedzaniem, kolejnego dnia nie bedzie…

IMG_7425

IMG_7428

Dalej wejscie do kompleksu palacowego i slynnej Silver Pagody – koniecznie przykryte nogi po kostki i ramiona! bez tego nie ma wstepu. Skad Silver Pagoda? Bo posadzka jest tutj wykonana ze srebrnych plytek w ilosci 5 tys. Procz tego w srodku znajdziemy cale mnostwo zlotych posagow Buddy.

IMG_7441

IMG_7451

IMG_7452

Ruszylismy jeszcze na bulwar rzeczny na spacer i zaliczyc po drodze kilka innych swiatyn, jednak po calym dniu tego upalu mielismy dosc. 🙂

IMG_7491

Wieczorem raczylismy sie typowym khmerskim jedzonkiem w milej knajpce, ktorej wlascicielem jest profesor, ktory robil doktorat w Niemczech- przemily gosc i pyszne jedzenie! Gdyby ktos sie wybieral to polecimy! Dalej juz tylko piwko i do spania, gdyz rano ruszylismy do Wietnamu do delty Mekongu! Kolejny wpis juz niebawem, obiecujemy, tylko walczymy z tutejszym internetem i komputerem…Pozdrawiamy z Sajgonu! 🙂

Koh Rong Island

Gdy dotarlismy do Sihanoukville, czyli miejscowosci, z ktorej odplywaja lodzie na Koh Rong Island, kolejny raz przekonalismy sie, ze monopol w Kambodzy nie jest niczym dziwnym. Cale miasto zdominowane jest przez jedna firme, ktora kasuje 13 dolarow za lodke w jedna strone plynaca 45 minut. Oczywiscie mozna wybrac normalna lodke, tansza, ALE plynie ona 2,5 h i to raz dziennie. My dojechalismy dopiero kolo 12 w poludnie, wiec niestety ta jedna jedyna lodz juz odplynela i poniekad bylismy skazani na drozsza i szybsza opcje. Kazde biuro podrozy sprzedaje bilety tylko tej jednej firmy, nie ma wiec mozliwosci negocjacji ceny. Od razu kupilismy bilety w obie strony, za co skasowali nas 20 dolarów. Na dodatek byla to ostatnia lódz tego dnia, wyplywala o godz. 15, nastepna dopiero kolejnego dnia o 9, wiec po 15 godz jazdy autobusem, by dostac sie na Koh Rong, nie bylo dyskusji, trzeba bylo kupic te bilety.

IMG_7153Jako, ze mielismy jeszcze 3 godz do naszej lodzi, postanowilismy przejsc sie po miasteczku, zerknac na plaze i cos zjesc. Naiwni, zalozylismy, ze nie bedziemy sie kapac, bo jest za malo czasu, na samej plazy okazalo sie, ze nie da sie wytrzymac nie wchodzac do wody 🙂 weszlismy wiec w ciuchach, nie mogac doczekac sie naszej wyspy 🙂

W ramach oczekiwania na lodke poszlismy jeszcze na obiadek, zauwazylismy jednak kolejny raz, ze w tej czesci Kambodzy targowanie w ogole nie wchodzi w gre. Maja stale ceny, na dodatek zaokraglaja je w gore i za kazdym razem trzeba sie wyklocac o reszte. Mimo wszystko zjedlismy ze smakiem 🙂

IMG_7228IMG_7231Po jedzonku prosto wsiedlismy na lodz i po 45 minutach doplynelismy na miejsce. Oczywiscie przewodniki, ktore mowia o odludziu raczej juz sa nieaktualne, ale wciaz tych ludzi jeszcze nie ma na tyle, by odstraszali. Jednak postanowilismy szukac noclegu jak najdalej od glownej czesci wyspy i plazy, gdzie roilo sie od pubow i pijanych Angoli. Szlismy plaza i szukalismy miejscowki zaraz przy plazy, gdzie bedzie cicho i spokojnie.

Ostatecznie wyladowalismy w Monkey Island, gdzie za drewniany domek dla 6 osob 10 metrow od plazy zaplacilismy 25 dolarow. Rzucilismy rzeczy i poki jeszcze slonce nie zdazylo schowac sie za horyzontem, pobieglismy wykapac sie w krystalicznie czystej wodzie. Slonce zachodzi tu szybciej, a i wilgotnosc nie daje w kosc az tak bardzo, jak na ladzie. Wieczorem postanowilismy jeszcze skonczyc nasze zapasy alkoholowe, ktore mamy jeszcze z lotniska w Warszawie i lezac w blasku gwiazd – a niebo, trzeba przyznac, wygladalo tu niesamowicie, oproznilismy reszte naszych zapasow 🙂 Postanowilismy tez wstac rano na wschod slonca, by porobic pare zdjec na pustej plazy, gdy budzi sie dzien…Efekty ponizej

IMG_7258IMG_7263Dla takich widokow warto bylo wstac o 5 30 🙂 Dalej szybka kapiel w morzu, sniadanko i wyruszylismy w droge przez dzungle na bardziej opustoszala plaze po drugiej stronie wyspy. I tu pojawil sie maly problem, gdyz po 45 minutach wspinaczki i schodzenia w dol, zamiast na pustej plazy, wyladowalismy dokladnie w tym samym miejscu, w ktorym bylismy na poczatku hah 🙂 Pytalismy nawet lokalnych, jak sie dostac na poszukiwana przez nas plaze, ale wydawac sie moglo, ze ostatecznie sami nie maja pojecia, ktoredy powinnismy isc, a jako, ze o 16 mielismy lodz powrotna na lad – stwierdzilismy, ze zbyt ryzykowne jest krazenie po dzungli, ktorej nie znamy. Wrocilismy sie wiec na plaze zaraz przed naszym domkiem i mniej wiecej tak spedzalismy kolejnycyh kilka godzin:

IMG_7278IMG_7295IMG_7311IMG_7320IMG_7326IMG_7329Opis wydaje sie zbedny 🙂

Ciezko bylo nam wracac na lad, wiedzac, ze raczej juz nie zaznamy plazy na tym wyjezdzie, choc kto wie, juz w glowie nam sie tli delikatna zmiana planow w Wietnamie. W kazdym razie wyspe polecamy wszystkim, choc jesli oczekujecie calkowitego odludzia to niestety tutaj juz go nie zaznacie.

Konczac ów wpis, po dotarciu na lad wsiedlismy w pierwszy autobus do Phnom Penh, czyli stolicy Kambodzy, gdzie aktualnie jestesmy – 5 godzin, 8 dolarow, tym razem miejsca siedzace. Oczywiscie na autobusie standardowo juz naklejki “wifi”, ktore delikatnie mijaja sie z prawda, ale pomarzy zawsze mozna.

Jutro rano ruszamy do Wietnamu, do doliny Mekongu, tymczasem fotkami ponizej chcielismy jeszcze serdecznie pozdrowic zasniezona Polske 🙂

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

Ubierajcie sie cieplo, nie zapomnijcie o czapkach, szalikach i rekawiczkach! Myza to juz nie wiemy, co robic, zeby nie bylo nam az tak goraco 🙂

Siem Reap i Angkor Wat – Kambodża

W Kambodży wylądowaliśmy po godzinie lotu z Bangkoku i od razu zauważyliśmy małą różnicę między Tajlandią a Kambodżą – otóż tutaj monopol nie jest niczym dziwnym. Już na lotnisku można się o tym przekonać – wszystkie środki transportu z lotniska do Siem Reap należą do jednej tylko firmy, nie ma możliwości dostania się do miasta w inny sposób niż kupując bilet właśnie od nich. Nie ma też możliwości negocjacji ceny- jest stała i albo ją akceptujesz albo idź na nogach. Ostatecznie zapłaciliśmy 10 dolarów w sumie za busa dla naszej 6stki i dojechaliśmy do hostelu, po drodze kupując już bilety na autobus do Sihanoukville, skąd mieliśmy płynąć na wyspę Koh Rong.

W hostelu od razu wynajęliśmy rowery na następny poranek, by objechać kompleks świątynny Angkor Wat. Szybko rzuciliśmy bagaże i jeszcze poszliśmy obejść na szybko miasteczko nim położymy się spać.

Ostatecznie spaliśmy jakieś 3 godziny, gdyż pobudkę zaplanowaliśmy na godzinę 4, a na rowerach ruszyliśmy o 4:30 – ciemnica jakich mało, jedzie się przez dość bujny busz, nie muszę chyba mówić, że o latarniach i światłach w rowerze można zapomnieć 🙂 ale chcieliśmy dotrzeć do pierwszej świątyni jeszcze przed wschodem słońca.

Świątynie pochodzą z XII wieku ku czci hinduskiego bóstwa Wisznu. Prócz niesamowitego jak na te czasy budownictwa, świątynie wyróżniają niebagatelne reliefy, wykonane w bardzo subtelny sposób, a które zachowały się do dziś.

Niektóre ze świątyń zdążyły wtopić się w drzewa, które obrosły świątynie, ale też ich korzenie częściowo je zdewastowały.

Nie będziemy się tu nadto rozpisywać na temat świątyń, gdyż tak samo, jak w przypadku Machu Picchu wydaje nam się, ze zdjęcia, choć i tak nie oddają rzeczywistych widoków, choć w części pokażą piękno tychże świątyń. Ot, wystarczy zerknąć poniżej…

IMG_6890

IMG_6900

IMG_6909

IMG_6929

IMG_6955IMG_6937

IMG_6960

IMG_6964

IMG_6982

IMG_6987

IMG_6999

IMG_7002

IMG_7030

IMG_7033

Natury nie oszukasz…

IMG_7037

IMG_7051

IMG_7057

IMG_7073

IMG_7096

IMG_7105

A tutaj jeszcze po drodze natknęliśmy się na całe stado małp, które wlazły nam na rowery i ciężko się było ich pozbyć. Były na tyle oswojone, że można je było karmić z ręki i na tyle bezczelne, że gdy staraliśmy się im ograniczać dawki to wyrywały nam całoość z ręki 🙂

IMG_7123

IMG_7133

IMG_7134

Ostatecznie objechaliśmy większość świątyń na rowerze i zrobiliśmy w tym gigantycznym upale jakieś 30km na rowerze. Byłoby to nic, gdyby nie 34 stopnie i wilgotność na poziomie 94 %. Wróciliśmy do hostelu, wypiliśmy piwko, zjedliśmy i ruszyliśmy w drogę na wybrzeże autobusem z dwupiętrowymi łóżkami. Mieliśmy jechać 12h, ostatecznie poszło nam koło w autobusie i jechaliśmy 15h, ale w sumie i tak całą drogę przespaliśmy. Koszt takiego autobusu to 16 dolarów, przy okazji  miejsca leżące, klimatyzacja i na dolnych łóżkach towarzystwo karaluchów, ale przygoda przygodą 🙂

IMG_7142

IMG_7147

Z racji tego, że mamy problemy z naszym komputerem i musimy korzystać z Konradowego kompa, nasze wpisy będą lekko ograniczone jeśli chodzi o treść. niestety nasz komputer się popsuł, ale będziemy się starać o regularne wpisy ze zdjęciami.