Od Lizbony po Porto!

Do Lizony dojechaliśmy późnym wieczorem, gdy całe miasto było już spowite mrokiem. Przed wjazdem do miasta wpadliśmy na troszkę skopiowany z Rio de Janeiro pomnik Chrystusa, który spogląda czujnym okiem na Lizbonę. Portugalski Chrystus może się schować, oryginał w Rio, jak sami dobrze wiemy, robi dużo większe wrażenie! 🙂

IMG_9772

IMG_9776
Rano powitała nas znowu lizbońska mgła, która pomimo naszej wielkiej nadziei, nie opadła aż do 14, przez co nasze zdjęcia sprzed godziny 14 nie są zachwycające. W każdym razie nie takie, jakie sobie wymarzyliśmy.

IMG_9788

IMG_9800

IMG_9856

IMG_9825
A tu paw, który po zrobieniu mu kilku zdjęć uznał, że ręka Piotrka to idealne siedzisko.

IMG_9827
I ciasteczka Pasteis de Nata – obowiązkowy punkt programu w Portugalii

IMG_9844
Ostatecznie słońce wyszło zza mgły i Lizbona stała się zupełnie innym miastem. Należy pamiętać, by przejechać się legendarnym tramwajem linii 28 – tramwaj jedzie przez całe miasto, warto zatrzymać się przy jednym z mnóstwa punktów widokowych i delektować się winem spoglądając z góry na miasto.

IMG_9842

IMG_9871

IMG_9894

IMG_9903

IMG_9914

IMG_9939

IMG_9958
Wieczorem zaś postanowiliśmy wybrać się do jednej z mnóstwa okolicznych względem naszego hostelu knajpek, gdzie można na żywo posłuchać Fado. Po wysłuchaniu 15 ofert stwierdziliśmy, że niestety wszędzie tu są złodzieje i naciągacze, jednak wybraliśmy jedną knajpę, gdzie oferta wydawała się najtańsza. Warto pamiętać, że niestety w Lizbonie by wysłuchać Fado na żywo należy iść do knajpy i zamówić posiłek, wtedy fado jest w cenie. Teoretycznie. Bo nas i innych oczywiście ostatecznie próbowali oszukać i do rachunku po świetnym rzeczywiście popisie fado doliczyli nam 20 euro za koncert (10 euro za osobę), jednak my, w odróżnieniu od innych zaskoczonych turystów zachowaliśmy zimną krew i oznajmiliśmy, że nie zapłacimy za koncert skoro miał być w cenie posiłku. Od razu kelnerka, ku zaskoczeniu innych turystów, którzy zapłacili podwyższoną o koncert kwotę, przyniosła nam rachunek pomniejszony o 20 euro. Potem na tripadvisorze znaleźliśmy mnóstwo komentarzy na temat tego miejsca napisanych przez wściekłych, oszukanych klientów. Cóż, trzeba umieć walczyć o swoje 🙂

IMG_9987

IMG_9982
Rano, przed wyjazdem z Lizbony zaliczyliśmy jeszcze dzielnicę Expo, którą Karolina pamiętała z dziecinnych lat jako nowoczesne, kolorowe, piękne miejsce. Podczas naszej wizyty okazało się jednak, że Expo ma swoje lata świetności dawno za sobą, teraz zaś jest główną siedzibą bezdomnych chowających się w zakamarkach niegdyś fantastycznych budynków. Tego dnia pogoda już nie była dla nas tak łaskawa jak dotąd, od rana padał deszcz, a i chłód dawał się we znaki.

IMG_9999
Takim sposobem opuściliśmy Lizbonę i ruszyliśmy ku Sintrze, pięknemu miasteczku przepełnionemu starymi pałacami, rezydencjami oraz ze starym muzułmańskim zamkiem ulokowanym na wzgórzach wokół miasta. Polecamy ogrody Quinta da Regaleira – mnóstwo tuneli, studni w przepięknym gąszczu – świetna zabawa i piękne miejsce.

IMG_0021

IMG_0017

IMG_0023

IMG_0031

IMG_0044

IMG_0053
Dalej zaś ruszyliśmy do Cabo da Roca, czyli najdalej na zachód wysuniętej części lądu kontynentu europejskiego. Każdy, kto się tam wybiera, niech się przygotuje na konkretny wiatr – Karolinie aż ciężko było zrobić choćby jeden krok.

IMG_0074

IMG_0070
Dalej odwiedziliśmy Mafrę, gdzie zlokalizowany jest olbrzymi klasztor z przepiękną biblioteką rodem z Harry’ego Pottera. Tutaj także była niegdyś jedna z siedzib rodziny królewskiej.

IMG_0075

IMG_0087
Na wieczór zaś dotarliśmy do studenckiego miasta- Coimbry, gdzie podczas nocnego spaceru natknęliśmy się na studentów chrzczących nowych uczniaków uniwersytetu. Rano, po godzinnym spacerze ruszyliśmy już prosto do Porto.

IMG_0093

IMG_0100

IMG_0097
Porto oczywiście musiało nas zachwycić, nie mogło przecież być inaczej. Miasto jest przepiękne, robi dużo większe wrażenie niż stolica. Mnóstwo starych kolorowych kamieniczek, azulejos, stare potężne kościoły i opuszczone rezydencje, słynny Ponte Dom Luis I czyli most będący znakiem rozpoznawczym miasta i oczywiście słynne wino Porto! Nie mogło obejść się bez degustacji, od której z resztą rozpoczęliśmy zwiedzanie, by Piotrek mógł wieczorem siąść bez obaw za kierownicę. Wszystkie winiarnie i piwniczki zlokalizowane są po drugiej stronie rzeki. Podstawowa degustacja win, składająca się z półgodzinnej wycieczki z przewodnikiem po piwniczkach wraz z degustacją dwóch win kosztuje 6 euro. My ostatecznie wylądowaliśmy w słynnym Sandemanie, ale ceny są wszędzie takie same.

IMG_0124

IMG_0127

IMG_0132

IMG_0155

IMG_0164

IMG_0169

IMG_0175

IMG_0189

IMG_0208

Późnym wieczorem, po degustacjach, spacerach i kolacji w lokalnej knajpce w ramach Meno del Dia, czyli Menu dnia (w przyjaznej cenie można dostać zupę, drugie danie i napój lub/i deser) dotarliśmy na lotnisko, gdzie spędziliśmy noc ze względu na to, że musieliśmy oddać tam auto. Tu już nie było tak przyjemnie, jak w Lizbonie – zamiast wygodnych kanap drewniane twarde krzesła, lodowata klimatyzacja i huk, ale dało się przetrwać.

 

Rano wylecieliśmy do Brukseli Charleoi, gdzie cudem udało się wylądować – ze względu na olbrzymią mgłę i widoczność bliską zeru lądowanie było utrudnione, ostatecznie jednak wylądowaliśmy w Charleoi, gdzie spędziliśmy kolejne 8 godzin czekając na samolot do Warszawy. W Brukseli i Charleoi trwał stan alarmowy związany z pościgiem za terrorystami, więc nie mogliśmy się nigdzie ruszyć, lecz siedzieliśmy na lotnisku całkowicie opanowanym (w naszym odczuciu) przez wyznawców islamu, wojskowych i psy tropiące. Nie był to najprzyjemniejszy czas, więc cieszyliśmy się, gdy mogliśmy wreszcie wsiąść w samolot i wystartować do Warszawy.
W ten oto sposób zakończył się nasz tygodniowy pobyt w Portugalii. Jak zwykle w naszym wypadku był to wyjazd bardzo intensywny, spaliśmy niewiele, ale zobaczyliśmy bardzo dużo. Wróciliśmy kolejny raz pełni doświadczeń i nowych pomysłów oraz wspaniałych wspomnień.

 

Portugalia będzie dla nas zawsze miejscem szczególnym ze względu na to, że to właśnie tutaj na Cabo de Sao Vincente Piotrek poprosił Karolinę o rękę i usłyszał magiczne “tak” 🙂

IMG_9649

IMG_9653
Dlatego też wiele razy we wspomnieniach, a niewykluczone, że także fizycznie, będziemy wracać do Portugalii i na zawsze będzie to dla nas miejsce szczególne 🙂

Jeśli chodzi o koszta – loty z Warszawy do Lizbony można dorwać w bardzo niskiej cenie dzięki bezpośredniemu połączeniu Wizzaira. Jesteśmy w posiadaniu karty Wizz Discount Klub, dzięki czemu możemy liczyć na dodatkowe zniżki – opłata członkowska zwróciła się tak naprawdę już przy pierwszym locie naszej dwójki, więc warto zainwestować.

Jeśli chodzi o wynajęcie auta- pamiętajcie, by mieć odpowiednio podwyższony limit na karcie kredytowej – wtedy firma blokuje Wam sporą kwotę na karcie, ale nie musicie kupować drogiego ubezpieczenia. Noclegi poza sezonem w pokoju dwuosobowym w schroniskach/hostelach kształtują się w okolicach 20-24 euro, kwatera kosztuje poza sezonem około 30 euro. Jeśli chodzi o posiłki polecamy skorzystanie z oferty Meno del Dia, którą dysponują lokalne knajpki – w okolicach 6-7 euro można zjeść zupę, drugie danie, napój i/lub deser. Kawa to koszt ok. 1-1,5 euro, słodkie przekąski w podobnych cenach.
My osobiście polecamy Portugalię wszystkim, jednak szczególnie poza sezonem, gdyż w sezonie aż roi się od turystów, a i ceny są wtedy dużo wyższe. Dla nas Portugalia była świetną sposobnością, by uciec od polskiej listopadowej dołującej szarówki i zdała egzamin na piątkę. Wróciliśmy pełni energii, naładowani słońcem i mnóstwem wrażeń. Teraz możemy przygotowywać się do kolejnego wyjazdu i żadna zima nam niestraszna! 🙂

Od Lizbony przez Evorę do Algarve!

Nie da się ukryć, że już wielokrotnie myśleliśmy o wyjeździe do Portugalii, jednak ze względu na to, że był to jeszcze nie tak dawno wciąż nie najtańszy kierunek, głównie ze względu na połączenia lotnicze i ich ceny, dotąd jakoś nam nie udało się wybrać. Jednak odkąd tanie linie lotnicze otworzyły bezpośrednie połączenie z Warszawy do Lizbony, Portugalia zaczęła być w coraz bardziej przystępnych dla podróżników, miłujących tanie latanie, kierunkiem. Ostatecznie udało się Karolinie wyszukać tanie połączenie na trasie Warszawa-Lizbona i powrót Porto-Bruksela Charleoi-Warszawa i tym sposobem, nie myśląc zbyt długo, kupiliśmy bilety i postanowiliśmy wyruszyć na podbój kolejnego kraju. Za bilety w sumie zapłaciliśmy 166zł, więc cena okazała się całkiem atrakcyjna! Wyruszyliśmy 16. Listopada Pendolino w Krakowa do Warszawy, szybki kurs na lotnisko, odprawa i oczekiwanie na lot. Po lekko ponad 3h lotu dotarliśmy późnym wieczorem na lotnisko w Lizbonie, gdzie ze względu na to, że na rano mieliśmy odbiór wynajętego samochodu, postanowiliśmy się przespać. Trzeba przyznać, że chyba pierwszy raz udało nam się tak świetnie wyspać na lotnisku, a już nie jedną noc w takich miejscach mamy za sobą. Jednak kanapy w Lizbonie i brak klimatyzacji w listopadzie okazały się bardzo sprzyjającymi warunkami! Punkt 7 rano zgłosiliśmy się na lotnisku w biurze, by zapłacić i odebrać nasz samochód. Nie obyło się oczywiście bez podwyższenia kosztu, gdyż Piotrek zapomniał podwyższyć limit na swojej karcie kredytowej, przez co musieliśmy wykupić ubezpieczenie samochodu, czego wcale nie mieliśmy w planie kupować. W każdym razie odebraliśmy samochód i ruszyliśmy w drogę przez zamgloną Lizbonę. Jak się później okaże, gdy wrócimy do Lizbony z południowego wybrzeża, Lizbona o tej porze roku jest dosyć kapryśna i każdego dnia wita turystów mgłą zasłaniając dookoła całą rzeczywistość.

IMG_9402

Ruszyliśmy najpierw do Evory – prześlicznego miasteczka w regionie Alentejo, umiejscowionego po drodze na południowe wybrzeże, gdzie też zmierzaliśmy. Pogoda rozpieszczała nas, tym bardziej, że w Polsce właśnie trwała dość przytłaczająca jesienna „szarówka”. Przy okazji – dosyć powszechny widok w Portugalii – ossuarium wypełnione kośćmi księży i mnichów. Kilka zdjęć z Evory poniżej:

IMG_9419

IMG_9435

IMG_9438

IMG_9456

IMG_9468

Warto też przy okazji wizyty w Evorze pamiętać o tym, by zajrzeć do pobliskiego obszaru megalitycznego w okolicach wioski Guadalupe, jednego z największych w Europie. Zlokalizowany jest w malowniczym otoczeniu lasów korkowych. Swoją drogą mało kto wie, że Portugalia jest największym na świecie eksporterem korka – na każdym kroku aż roi się tu od drzew korkowych!

IMG_9478

IMG_9475
Na wieczór dojechaliśmy do miasteczka Tavira, zlokalizowanego na południowym wybrzeżu w regionie Algarve, kilkanaście kilometrów od granicy z Hiszpanią. Jak zwykle podczas naszych samodzielnych wyjazdów, nie mieliśmy zarezerwowanego noclegu, jednak w przewodniku wyczytaliśmy o tzw. schroniskach młodzieżowych, które cieszą się dużą popularnością w Portugalii i postanowiliśmy zaglądnąć do właśnie takiego miejsca w Tavirze. Na miejscu spore zaskoczenie – Polakom nazwa schronisko nie kojarzy się ze zbyt wysokim standardem, raczej z czymś bardzo podstawowym i już nie pierwszej młodości, w Portugalii jednak baza schronisk młodzieżowych stoi na bardzo wysokim poziomie, zaskakuje nowością, czystością. Dla wybierających się do Portugalii polecamy – schroniska te nazywają się Pousadas de Juventudes – jeśli tylko w danym mieście takie schronisko się znajduje, wszędzie można znaleźć drogowskazy. W sezonie raczej konieczna jest rezerwacja, poza sezonem miejsce się zawsze znajdzie. My za pokój dwuosobowy ze śniadaniem zapłaciliśmy 24 euro, jednak standard naprawdę mocno przewyższał cenę.

 

Poniżej kilka zdjęć z Taviry – przeurocze miasteczko, chyba najbardziej nam się podobało właśnie ono spośród wszystkich, które odwiedziliśmy w Algarve. Polecamy wejście do Camera Obscura w Tavirze- można oglądać całą okolicę – 360stopni z góry w aktualnym, rzeczywistym czasie. Tavira pełna jest słynnych azulejos, czyli kolorowych ceramicznych kafelków, tak słynnych w całej Portugalii.

IMG_9491

IMG_9501

IMG_9521

IMG_9530

IMG_9534

Po drodze z Taviry na zachód mijaliśmy kolejne urokliwe miasteczka:

IMG_9543

IMG_9540

IMG_9541
Faro okazało się całkowicie przereklamowane, w zasadzie nie wiemy, Czemu jest tak popularne wśród turystów.

IMG_9561

IMG_9567

IMG_9591
Aż dotarliśmy do słynnego Lagos, gdzie znajdują się piękne klify, urwiska i skały. Ciężko oderwać wzrok

IMG_9608

IMG_9610

IMG_9613

IMG_9627
Ale stąd Piotrkowi strasznie się spieszyło, by dotrzeć na zachód słońca na Cabo de Sao Vincente, czyli najbardziej wysunięty na południowy-zachód ląd Europy. Dotarliśmy tam, gdy słońce już zachodziło, ale widoki zapierały dech w piersiach. Warto było wcisnąć mocniej gaz i dotrzeć o czasie, choć należy przygotować się na konkretny wicher.

IMG_9636

IMG_9648

Nocowaliśmy w pobliskim Sagres, które samo w sobie nie ma nic do zaoferowania. Po zmroku miasto umiera, ciężko spotkać choć jedną żywą duszę. Za to niewątpliwie jest to raj dla surferów, którzy od bladego świtu maszerują z deskami na pobliskie plaże łapać co silniejsze fale.
Kolejny dzień był wycieczką przez kolejne plaże z klifami, urwiskami, wielkimi falami umiłowanymi przez surferów. Każda kolejna plaża była całkowicie inna od poprzedniej, a Piotrek już nie mógł wytrzymać, aż znajdziemy trochę czasu i będzie mógł wypożyczyć deskę i choć przez godzinę powalczyć z falami, co niestety się ostatecznie nie udało, gdyż gdy dojechaliśmy do ostatniej plaży, którą zaplanowaliśmy na ten dzień, okazało się, że jesteśmy na niej całkiem sami i nie ma skąd wypożyczyć deski. Kąpiel jednak zaliczona – Atlantyk o tej porze roku był bardzo niespokojny.

IMG_9670

IMG_9684

IMG_9695

IMG_9704
IMG_9740

IMG_9754
I takim sposobem na wieczór dotarliśmy do Lizbony, gdzie spędzić mieliśmy kolejne 2 noce w bardzo przyjemnym hostelu z Patio na dachu, o czym już w następnym wpisie 🙂